Liverpool przegrywa z Wolverhampton 1:2 – analiza meczu Premier League – StolicaSportu.pl

Blamaż Liverpoolu. Przegrana z Wolves w doliczonym czasie

Andre Trindade da Costa Neto
fot. wolves.co.uk
Domyślna grafika
Igor
3 marca 2026 23:26
3 minuty czytania

Zamiast pewnych trzech punktów, Liverpool wraca z Molineux Stadium z kolejnym rozczarowaniem. Choć przez znaczną część spotkania dominował na boisku, zakończył rywalizację z Wolverhampton dramatyczną porażką 1:2. Tym razem osłabienia w defensywie i nieskuteczność w ataku znów wyszły na jaw, a decydującego gola The Reds stracili po niefortunnym rykoszecie w ostatnich minutach. Mohamed Salah przerwał swoją strzelecką niemoc, lecz to gospodarze mogli cieszyć się z kompletu punktów po gol Andre (na zdjęciu) w doliczonym czasie.

Pierwszą połowę można zamknąć w kilku liczbach: Liverpool miał zdecydowanie większą liczbę kontaktów z piłką, jednak przez 45 minut oddał zaledwie jeden celny strzał – na tyle lekki, że José Sá nawet się nie musiał wykazać. Obie ekipy długo rozbijały się o przeciwny blok defensywny, a Wolves nie wygenerowali przez cały ten czas żadnej groźniejszej akcji pod polem karnym Liverpoolu. Oglądaliśmy nieco bierny futbol: w sumie 6 uderzeń bez realnego zagrożenia dla bramkarzy.

Po przerwie obraz gry nieco się zmienił: Liverpool wyrażnie przyspieszył i szukał przełamania impasu szybciej niż w pierwszych 45 minutach. Już na początku drugiej połowy gracze z Anfield stworzyli podbramkowe spięcie, po którym Curtis Jones był bliski wbicia piłki do siatki, ale na jego drodze stanął... kolega z drużyny, Cody Gakpo. Piłka zatańczyła jeszcze na poprzeczce i sytuacja wróciła do punktu wyjścia, a tak naprawdę właśnie ten moment mógł napędzić The Reds i ustawić mecz pod ich warunki.

Przewaga przyjezdnych rosła wraz z upływem czasu. Utrzymywali się przy piłce wyraźnie częściej, byli aktywni na połowie rywali, ale ofensywne próby kończyły się na gąszczu nóg defensorów Wolverhampton albo nieprecyzyjnych strzałach. The Reds przez długie minuty grali, jakby zacięła się im kaseta – bez konkretów.

Gospodarze natomiast byli cierpliwi i w końcu doczekali się swojej szansy. W 78. minucie Arokodare wykorzystał przewagę fizyczną nad Virgilem van Dijkiem, zgrał piłkę do Rodrigo Gomesa, a ten popisał się precyzyjnym lobem nad wychodzącym Alissonem. Tak padł pierwszy celny strzał Wolves i, można powiedzieć, pierwszy mocniejszy cios wymierzony Liverpoolowi w tym meczu.

The Reds rzucili się do odrabiania strat niemal natychmiast. Rio Ngumoha uderzył bardzo groźnie w 80. minucie, lecz José Sá błysnął refleksem i wybił piłkę na słupek. Zaledwie trzy minuty później Mohamed Salah sam wypracował sobie pozycję i strzałem zewnętrzną częścią stopy przełamał passę bez gola trwającą już 10 ligowych kolejek. Egipcjanin znów dał drużynie nadzieję, podnosząc wynik na 1:1.

Gdy wszystko wskazywało na podział punktów, końcówka zafundowała kibicom dreszczowiec. W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry André huknął zza pola karnego, piłka odbiła się od Joe Gomeza i zmyliła Alissona, wpadając do bramki. Rykoszet pogrzebał nadzieje Liverpoolu na choćby jeden punkt, a Wilki skasowały zwycięstwo.

Wolves wciąż są na ostatnim miejscu w tabeli Premier League i mają iluzoryczne szanse na utrzymanie, ale ostatnio zabierają punkty tym najsilniejszym. Ograli Aston Villę, zremisowali z Arsenalem, a teraz pokonali The Reds!

WOLVERHAMPTON - LIVERPOOL 2:1 (0:0)
1:0 Rodrigo Gomes 78
1:1 Mohamed Salah 80
2:1 Andre 90+4

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

Źródła: lfc.pl, Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie