USA melduje się w fazie pucharowej mistrzostw świata po 96 latach przerwy
Już w jedenastej minucie piątkowego spotkania między reprezentacją Stanów Zjednoczonych a Australią gospodarze otrzymali prezent od rywali. Bramkę samobójczą zdobył Cameron Burgess, a chwilę przed przerwą do siatki trafił Alex Freeman. W efekcie po 96 latach Amerykanie zaklepali miejsce w fazie pucharowej mistrzostw świata.
Spotkanie reprezentacji Stanów Zjednoczonych z Australią już przed pierwszym gwizdkiem budziło w Seattle ogromne emocje. Po efektownej wygranej Amerykanów 4:1 z Paragwajem, miejscowi kibice liczyli na kolejny pokaz siły swoich ulubieńców. Tym bardziej, że stawka była jasna: wygrana otwierała drzwi do fazy pucharowej mundialu 2026.
Choć gospodarze przystępowali do starcia bez kontuzjowanego Christiana Pulisicia, trener Mauricio Pochettino miał do dyspozycji mocną jedenastkę – i widać było to niemal od pierwszego gwizdka. Australijczycy zaczęli jednak od groźnej akcji, gdy Mohamed Toure przetestował czujność obrony USA, choć na tym w zasadzie poprzestali w ofensywie.
Już w 11. minucie amerykańska maszyna ruszyła z kontrą. Balogun pociągnął skrzydłem, ogrywając defensora Australii, następnie wyłożył piłkę w pole karne. Tam, kompletnie zaskoczony Cameron Burgess wpakował futbolówkę do własnej bramki – a cały stadion wybuchł radością. Australia szybko próbowała odpowiedzieć; Mathew Leckie wygrał pojedynek w polu karnym, tylko po to, by zdecydowanie przestrzelić.
W kolejnych minutach tempo nieco spadło, żadna ze stron nie potrafiła wypracować klarownych sytuacji. Napięcie wróciło w 43. minucie, gdy po strzale Sergino Desta, futbolówka odbiła się od australijskiego obrońcy. Wtedy właśnie Alex Freeman zamknął akcję celną główką. Sędzia najpierw dopatrzył się spalonego, ale technologia VAR wyjaśniła wątpliwości – bramka prawidłowa.
Po przerwie selekcjoner Australii rzucił na murawę świeże siły, fundując trzy szybkie zmiany. Skład Socceroos miał odrabiać straty, ale Amerykanie wciąż grali swoje. W 52. minucie znów błysnął Balogun, lecz tym razem defensywa zdołała go spowolnić – uderzenie zablokował jeden z obrońców.
Z kolei Australijczycy mogli zerwać się do głosu za sprawą Cristiana Volpato, który ledwie pojawił się na boisku, a już zaliczył strzał – jednak piłka poleciała wysoko nad bramkę.
USA wygrało 2:0 i już po dwóch spotkaniach zapewniło sobie awans do fazy pucharowej. To pierwszy taki przypadek od 96 lat! Miejscowi kibice nie szczędzili braw, a zespół – mimo absencji największej gwiazdy – pokazał się ze znakomitej, konsekwentnej strony.