Fatalny start Rakowa. Trener szuka przyczyn
Raków długo prowadził na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, ale końcówka spotkania na Stadionie Miejskim przyniosła dramatyczny zwrot akcji. Trener Dawid Kroczek nie krył rozczarowania, podkreślając, jak fatalny w skutkach okazał się brak spokoju i oddanie pola gospodarzom. Z kolei szkoleniowiec Śląska, Ante Simundża, wychwalał nieustępliwość swoich graczy, dzięki której Wrocławianie zgarnęli pełną pulę. Wyjątkowa wymiana zdań po meczu pokazuje, jak jeden moment potrafi wywrócić wszystko do góry nogami.
Początkowo wyglądało, że Raków Częstochowa ma wszystko pod kontrolą. Gol na 1:0 pozwolił gościom złapać wiatr w żagle i przez ponad godzinę meczu to oni narzucali warunki gry. Jednak po objęciu prowadzenia drużyna Dawida Kroczka zupełnie straciła impet, przekazując inicjatywę Śląskowi.
Trener Rakowa wprost przyznał, że „do 60. minuty meczu, do strzelenia gola, spotkanie było pod naszą kontrolą. Po bramce uważam, że zbyt mocno oddaliśmy inicjatywę. Nie utrzymywaliśmy się przy piłce, co poskutkowało zepchnięciem nas do obrony. Śląsk z każdą minutą napędzał się coraz bardziej”. Kroczek zaznaczył też, że jego piłkarzom zabrakło odpowiedniego opanowania i umiejętności utrzymania się przy futbolówce.
Po końcowym gwizdku rozgoryczenie nie opuszczało szkoleniowca Rakowa. Zwrócił uwagę na brak konsekwencji w działaniach defensywnych: „Musimy być świadomi, że jako drużyna wygrywająca powinniśmy potrafić taki rezultat wybronić. Pozwoliliśmy im atakować i ostatecznie przegraliśmy”.
W zupełnie innym nastroju był Ante Simundża. Trener Śląska Wrocław komplementował swoich zawodników za charakter i walkę do ostatniej minuty. Stwierdził, że choć spotkanie nie było dla nich łatwe, to „na koniec mieliśmy trochę szczęścia, ale jeśli pozostajesz w tej samej mentalności i walczysz z topową drużyną, to takie sytuacje mają miejsce”. Dodał jeszcze, że zespół zasłużył na komplet punktów.
Słoweniec wyciągnął też wnioski po wcześniejszych niepowodzeniach i podkreślał, że tym razem jego ekipa zachowała konsekwencję w grze, szczególnie dzięki skutecznym zmianom personalnym. „Po meczu w Zabrzu zrobiliśmy analizę i doszliśmy do wniosku, że problem nie leżał w zmiennikach, ale w tym, że przestaliśmy grać tak, jak na początku. Dzisiaj trzymaliśmy się naszych zasad i wygraliśmy”.