Maxi Oyedele: Premierowy gol w Ligue 1 po trudnych miesiącach – StolicaSportu.pl

Błysk Maxiego Oyedele. "To był trudny czas"

Pierwszy trening Legii w Austrii Maxi Oyedele
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Eryk
24 marca 2026 11:14
3 minuty czytania

Maxi Oyedele zagrał pierwszy raz w podstawowym składzie Strassbourga i strzelił pierwszego gola od transferu z Legii Warszawa. Po wygranej z Nantes Polak otwiera się przed kamerami, zdradzając, jak wyboista była jego droga przez kontuzję do wyjściowego składu. – To był bardzo trudny czas przez tę kontuzję – przyznaje, podkreślając, że najważniejsze jest zwycięstwo drużyny. Emocji nie brakowało także na boisku, gdzie Oyedele zachowuje zimną krew i wykańcza akcję na 1:1, torując drogę Strasburgowi do zwycięstwa.

Młody zawodnik długo czekał na ten moment. Po żmudnej, przedłużającej się rekonwalescencji wreszcie dostał od trenera „zielone światło”. W meczu przeciwko Nantes pokazał pełen wachlarz umiejętności, gdy uderzył zewnętrzną częścią stopy i wpakował piłkę do siatki. Chwilę później to podopieczni Strasbourga świętowali zwycięstwo 3:2, a dwukrotnie do siatki trafiał także Joaquín Panichelli.

Oyedele opowiadał w ICI Alsace o tej wyjątkowej akcji: „Wszystko działo się tak szybko. Piłka nadleciała, zobaczyłem zawodnika nadbiegającego z lewej strony, więc po prostu przyjąłem ją prawą nogą za siebie. Pobiegłem z piłką dalej i usłyszałem, jak ludzie krzyczą, żebym podawał, ale zdałem sobie sprawę, że jestem blisko bramki, więc po prostu uderzyłem zewnętrzną częścią stopy i wyszło naprawdę ładnie”.

Po zdobytej bramce Maxi Oyedele nie pozwolił sobie na huczną cieszynkę, choć cały sektor kibiców Strasbourga oszalał z radości. Wiedział, że to dopiero połowa pracy. „Wszyscy mówili mi: »leć świętować!«, ale ja myślałem tylko o tym, że musimy wracać do gry, bo było dopiero 1:1. Ale tak, to był dobry moment. Teraz, z perspektywy czasu, doceniam tę chwilę bardziej. Bardzo się cieszę, że drużyna wygrała, to jest najważniejsze” — podkreślił po końcowym gwizdku.

Dla Oyedelego droga do pierwszego składu klubu z Alzacji nie należała do łatwych. Uraz przywodziciela, który złapał jeszcze przed startem sezonu, kompletnie wybijał go z rytmu. Powrót do zdrowia okazał się być prawdziwym testem wytrwałości. Pomocnik przyznał, że długie tygodnie poświęcone rehabilitacji były dla niego obciążeniem psychicznym. „To był dla mnie bardzo trudny czas przez tę kontuzję. Myślę, że ludzie nie znają całej historii, ale trzeba po prostu zachować koncentrację, ciężko pracować i wtedy dotrze się tam, gdzie się chce” — tłumaczył zawodnik z Salford.

Problemy zdrowotne odbijały się także na zgrupowaniach młodzieżowej reprezentacji Polski. „Na początku sezonu zmagałem się z problemami z przywodzicielem. Potem pojechałem na kadrę U-21 i ból był naprawdę silny. Było sporo wzlotów i upadków, co sprawiło, że rekonwalescencja bardzo się przeciągnęła. Byłem odizolowany od reszty, skupiony tylko na rehabilitacji. Krok po kroku wróciłem do treningów i oto jestem — zaliczyłem pierwszy start w podstawowym składzie, a drużyna wygrała, więc jest dobrze”.

Źródło: Transfery.info

Wybrane dla Ciebie