Sensacyjna klęska Lecha Poznań na Gibraltarze
To miała być formalność, ale zakończyła się kompromitacją. Lech Poznań, faworyt spotkania z Lincoln Red Imps, sensacyjnie przegrał na Gibraltarze 1:2.
Lech Poznań przyjechał na Gibraltar w roli pewnego siebie faworyta, ale wrócił z niemiłym zaskoczeniem. Starcie z Lincoln Red Imps miało być dla Kolejorza spokojnym przetarciem przed ligą, jednak rzeczywistość zweryfikowała plany podopiecznych Nielsa Frederiksena.
Już od pierwszych minut w oczy rzucała się bezpośredniość i agresja gospodarzy. Zespół z Gibraltaru nie zamierzał kłaść się na murawie przed wyżej notowanym rywalem. Lechici mieli kłopoty z wypracowaniem kontroli środkowej strefy i nie potrafili narzucić własnych warunków gry. W 33. minucie miejscowi dali pierwsze ostrzeżenie – gola strzelił Kike Gomez.
Do przerwy niewiele się zmieniło – Lech ewidentnie nie mógł złapać swojego rytmu. Piłkarze Lincoln Red Imps potrafili skutecznie zamykać przestrzenie i nie pozwalali mistrzom Polski rozwinąć skrzydeł.
Po przerwie scenariusz długo bez zmian: Kolejorz walczył, ale to gospodarze częściej stwarzali groźne okazje. Dopiero w 77. minucie pojawiła się szansa na wyrównanie. Sędzia wskazał na punkt karny, a Mikael Ishak bezbłędnie wykorzystał jedenastkę – piłka w siatce i wreszcie nadzieja dla kibiców gości.
Frederiksen rzucił na boisko ofensywne siły, licząc na kompletną odmianę losów spotkania. Ostatni kwadrans upłynął pod znakiem ataków Lecha, które jednak kończyły się na dobrze ustawionej defensywie Lincoln Red Imps. Kiedy wydawało się, że polski zespół wróci do kraju choćby z jednym punktem, gospodarze zadali decydujący cios. W 89. minucie Christian Rutjens przypieczętował sensację.