Raków przegrywa we Florencji po karnym w doliczonym czasie
Raków Częstochowa przez chwilę był blisko wywiezienia korzystnego rezultatu z Florencji w starciu z Fiorentiną. Polski zespół objął prowadzenie po trafieniu Jonatana Brauta Brunesa, ale przeciwnicy bardzo szybko wyrównali, a w doliczonym czasie gry losy spotkania przesądził rzut karny wykorzystany przez Alberta Gudmundssona. Ostateczny wynik to 2:1 dla gospodarzy — kwestia awansu rozstrzygnie się w rewanżu w Sosnowcu.
Dla Rakowa Częstochowa wyjazdowy mecz z Fiorentiną zaczął się od realizacji ustalonego planu. Polacy przetrzymali pierwszą połowę bez straty bramki, nastawiając się na kontrataki i solidną grę w obronie. Po przerwie doczekali się okazji – Jonatan Braut Brunes w sześćdziesiątej minucie umieścił piłkę w siatce gospodarzy, wprawiając kibiców rakowian w euforię.
Radość nie trwała jednak długo, bo już dwie minuty później Cher Ndour oddał precyzyjny strzał zza pola karnego i doprowadził do wyrównania. Tempo gry utrzymywało się na wysokim poziomie, a Fiorentina konsekwentnie próbowała rozmontować defensywę gości, choć brakowało klarownych sytuacji bramkowych.
Raków miał wyraźne problemy z wyjściem z własnej połowy, a włoska drużyna co raz sprawdzała czujność Oliwiera Zycha. Defensywa gości szczególnie musiała uważać na Robina Gosensa i Fazziniego, jednak obaj nie wykorzystali swoich szans.
Decydująca dla losów meczu okazała się dopiero końcówka. W dziewięćdziesiątej minucie Michael Ameyaw zagrał piłkę ręką przy próbie blokowania dośrodkowania, a sędzia nie miał wątpliwości – podyktował rzut karny dla Fiorentiny. Do piłki podszedł Albert Gudmundsson i pewnie umieścił ją w siatce.
Wynik 2:1 pozwala gospodarzom nieco spokojniej czekać na rewanż, ale Raków Częstochowa zostawił po sobie dobre wrażenie waleczności. Trener Łukasz Tomczyk, dla którego był to debiut w europejskich pucharach, nie krył niedosytu z powodu szybko straconego prowadzenia, bo – jak się okazało – Fiorentina, mimo przewagi, była zespołem do ugryzienia.
Większość akcji w drugiej połowie toczyła się na połowie Rakowa. W 58. minucie Jack Harrison pojawił się na boisku za Robina Gosensa, a za Fazziniego wszedł Gudmundsson, który ostatecznie odegrał najważniejszą rolę w tym pojedynku.
Fiorentina - Raków Częstochowa 2:1 (0:0)
0:1 Jonatan Braut Brunes 60
1:1 Cher Ndour 62
2:1 Albert Gudmundsson 90+3-karny