Legia w kłopotach. Raków błyszczy, Jagiellonia idzie jak burza w Lidze Konferencji
Legia Warszawa wpada w coraz głębszy kryzys po kolejnej porażce ze Spartą Praga – trzeciej już w tej fazie rozgrywek Ligi Konferencji UEFA. Kontrastują z nią wyśmienite nastroje w Częstochowie i Białymstoku: Raków i Jagiellonia konsekwentnie punktują i gromadzą kolejne zwycięstwa, dzięki czemu awans do najlepszej ósemki jest na wyciągnięcie ręki.
Raków Częstochowa i Jagiellonia Białystok znalazły się na fali po czwartkowych meczach Ligi Konferencji UEFA, podczas gdy Legia Warszawa zamiast zbliżać się do fazy pucharowej – oddala się od niej.
Pod Jasną Górą kibice Rakowa w końcu mogli mają powody do euforii. Medaliki rozbiły Rapid Wiedeń aż 4:1, a publiczność długo nie zapomni popisu Lamine’a Diaby-Fadigi. Trzy bramki Francuza to prawdziwy piłkarski pokaz skuteczności. Choć wokół Marka Papszuna narastało sporo emocji, zespół pokazał, że potrafi wyjść z zamieszania obronną ręką. Efekt – awans o kilka pozycji i realny kontakt z górną częścią tabeli.
Lech Poznań również nie zamierzał być statystą tego dnia i chociaż mecz ze szwajcarskim Saint-Lausanne miał przynieść lekki spacer, rzeczywistość zweryfikowała plany. Kolejorz musiał zostawić sporo zdrowia, by wywalczyć zwycięstwo, ale ostatecznie trafił do siatki dzięki golom Taofeeka Ismahaela i Yannicka Agnero. Gniew rywali był wyczuwalny, ale najważniejsze – punkty zostają w Poznaniu.
Wieczorem w Białymstoku zabrakło Jesusa Imaza, ale Jagiellonia poradziła sobie z KuPS-em z Finlandii. Mecz nie zapisał się na kartach historii jako widowisko pełne fajerwerków. W zasadzie tylko jedna sytuacja rozgrzała trybuny – i to od razu decydująca. Po przerwie Afimico Pululu wykonał swoje zadanie, zdobywając zwycięską bramkę na wagę trzech punktów.
Legia Warszawa dalej się pogrąża. W rywalizacji ze Spartą Praga znowu nie potrafiła wykorzystywać sytuacji, a lista błędów rosła z każdą minutą. Trzecia porażka w fazie ligowej sprawiła, że zespół znajduje się poza strefą premiowaną awansem i wielu kibiców zaczyna zadawać sobie pytanie, czy kryzys nie przerodził się już w otwarty dramat.