Frederiksen wybucha po meczu Lecha w Lidze Konferencji! Emocje po porażce z Rayo
„Byłem bardzo, bardzo zły” – przyznał Niels Frederiksen po dramatycznej przegranej Lecha Poznań z Rayo Vallecano w Lidze Konferencji. Kolejorz prowadził 2:0 do przerwy, ale po zmianie stron stracił trzy bramki i znów musiał przełknąć gorycz porażki w Europie. Duński szkoleniowiec nie zostawił suchej nitki na obsłudze technicznej meczu, otwarcie mówiąc o zamieszaniu przy zmianach, które wyprowadziło go z równowagi, a także wyjaśnił kontrowersyjne decyzje personalne.
Lech Poznań znów oddalił się od marzeń o sukcesie na europejskiej scenie. W czwartkowy wieczór kibice przy Bułgarskiej mogli poczuć się jak na kolejce górskiej: do przerwy Kolejorz prowadził 2:0 z Rayo Vallecano, by w drugiej połowie w niecałe pół godziny roztrwonić przewagę i ulec Hiszpanom 2:3.
Takiej frustracji po końcowym gwizdku w oczach Nielsa Fredeiksena dawno nie widziano. Duński szkoleniowiec, który przejął stery Lecha przed sezonem, nie krył złości na wydarzenia w drugiej odsłonie. Już samo tempo zamieszania przy linii bocznej wyprowadziło go z równowagi.
– Muszę powiedzieć: nie wiem, co się tam wydarzyło, ale rozumiem, dlaczego dostałem żółtą kartkę, bo byłem bardzo, bardzo zły – wyznał Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej
Cała iskra zaczęła się od ciągłych problemów ze zmianami personalnymi. Trener Lecha mówił bez ogródek: 'Powodem mojej złości było to, że próbowaliśmy dokonać zmian: raz – nie pozwolili, drugi raz – nie pozwolili, trzeci raz i nadal nie przyjęli zmian. A potem, przy czwartej przerwie po naszej kolejnej prośbie, w końcu je zaakceptowali. Nigdy, przenigdy czegoś takiego nie widziałem'. Sędziowie techniczni nie ułatwili zadania, a w efekcie cała drużyna straciła koncentrację.
Frederiksen odniósł się też do dość ryzykownej roszady taktycznej z udziałem Roberta Gumnego oraz Kornela Lismana. Nie ukrywał, że zwłaszcza szybka zmiana tego drugiego mogła wyglądać niezręcznie, lecz podkreślał wagę dobra zespołu ponad jednostki: 'To była decyzja taktyczna. Zespół zawsze będzie ważniejszy niż poszczególni zawodnicy, tak to już jest. Postanowiliśmy przejść na piątkę obrońców i to był powód'.