Rodrygo nie gra od marca, wróci najszybciej w styczniu
Cisza wokół Rodrygo w Madrycie powoli ustępuje miejsca pytaniom o jego przyszłość. Brazylijczyk, który poważnie ucierpiał w starciu z Getafe, od marca przechodzi żmudną rehabilitację. Ostatnie doniesienia pokazują, że zawodnik Realu Madryt funkcjonuje normalnie poza boiskiem, jednak powrót do gry jest możliwy dopiero na początku przyszłego roku.
Poważna kontuzja, jakiej Rodrygo doznał w meczu Realu Madryt z Getafe, na dobre wyłączyła go z gry od początku marca. Diagnoza – zerwanie więzadła krzyżowego przedniego oraz łąkotki bocznej w prawym kolanie – nie pozostawiała złudzeń: przed piłkarzem długa droga powrotu na boisko.
Brazylijczyk opuścił murawę już w 35. minucie tamtego spotkania, a pełen zakres uszkodzeń ujawniono dopiero po szczegółowych badaniach w kolejnych dniach. Co ciekawe, na operację czekał ponad tydzień – powodem była konieczność odczekania na ustąpienie stanu zapalnego, co miało ułatwić lekarzom pracę podczas zabiegu. Rodrygo, traktując sprawę priorytetowo, nie brał pod uwagę przyspieszania procesu powrotu i postawił bezwarunkowo na zdrowie.
Rehabilitacja ruszyła od razu po operacji. Początkowo piłkarz skupił się na podstawowej fizjoterapii i odzysku zakresu ruchu, później doszły do tego ćwiczenia siłowe pozwalające utrzymać kondycję. Przez ostatnie miesiące Rodrygo często pojawiał się na wydarzeniach promocyjnych oraz kibicował kolegom podczas wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, gdzie odbywał się mundial.
Aktualne informacje „AS” są dla sympatyków Realu umiarkowanie optymistyczne – ponoć skrzydłowy normalnie porusza się poza boiskiem i nie odczuwa dolegliwości podczas zwykłych aktywności. W klubie jednak rozróżnia się „zgodę medyczną” od „gotowości sportowej”, podkreślając, że nawet brak bólu na co dzień nie oznacza rychłego powrotu do rywalizacji na najwyższym poziomie.
Według najnowszych szacunków brazylijski zawodnik może wznowić treningi najwcześniej w styczniu, co oznaczałoby około dziesięciu miesięcy przerwy. Oczywiście ostateczne decyzje i tempo postępów zależą od tego, jak organizm piłkarza odpowie na kolejne etapy rehabilitacji. W Madrycie najwyraźniej nikt nie chce ryzykować powikłań czy nawrotu urazu – priorytetem pozostaje pełne bezpieczeństwo zawodnika, nawet jeśli oznacza to przedłużone oczekiwanie na jego powrót do gry.