Real Madryt wygrywa, ale przyszłość Alonso pełna znaków zapytania
Real Madryt zdobywa trzy punkty, ale kibicom trudno oddychać z ulgą – zespół Xabiego Alonso znów grał nerwowo, a przyszłość trenera wisi na włosku, mimo goli Mbappe i Rodrygo.
Real Madryt wyjeżdża z Vitorii ze zwycięstwem, ale przyszłość Xabiego Alonso to wciąż wielka niewiadoma. Na stadionie Mendizorroza Królewscy zagrali o coś więcej niż punkty – każda decyzja szkoleniowca miała znaczenie, nie tylko dla tabeli, ale i własnego losu.
Gole Kyliana Mbappe i Rodrygo przechyliły szalę na korzyść Realu, ale styl i niepewność w grze nadal wzbudzają niepokój wokół madryckiej ławki. Wobec aż dziewięciu kontuzjowanych graczy, Alonso musiał postawić na Víctora Valdepenasa na lewej obronie. Debiutant wykazał się sporą dojrzałością i walecznością, ale, mimo pełnego zaangażowania, cała drużyna dalej sprawia wrażenie, jakby próbowała łatać kolejne dziury, a nie budować spójny styl.
Alarm przy Mbappe
Mecz ledwo się rozpoczął, a już musiał interweniować sztab medyczny Realu – Kylian Mbappe, nieobecny ostatnio w starciu z Manchesterem City przez problemy z kolanem, znów zaczął utykać po starciu z jednym z rywali. Francuz wyraźnie grymasił, dając do zrozumienia, że coś jest nie tak – choć, ku uldze, po paru minutach otrząsnął się i wrócił do gry. Już w czwartej minucie sprawdził czujność bramkarza Sivery, a chwilę potem obił poprzeczkę. Madryt próbował rozkręcić się na połowie Alaves, ale choć miejscowi rzadko utrzymywali się przy piłce, każda ich kontra siała zamęt.
Za to Królewscy ostro weszli w spotkanie – szybka żółta kartka dla Parady po faulu na Valverde, a Rodrygo zmarnował swoją pierwszą okazję jeszcze przed upływem kwadransa. Im dalej w las, tym bardziej Real dominował w posiadaniu, ale konkretów wciąż brakowało. „Białym” zależało na szybkim prowadzeniu, lecz defensywa Alaves długo trzymała się dzielnie.
Mbappe wchodzi do gry – historia na horyzoncie
Dopiero po 24 minutach gry padł przełomowy gol. Antonio Rüdiger świetnie przeczytał akcję we własnej połowie, zagrał do Bellinghama, a ten popisał się prostopadłym podaniem do Kyliana Mbappe. Napastnik wyminął Tenaglię, popisał się szybkością i techniką, uderzył z dystansu z charakterystyczną rotacją i nie pozostawił Sivirze żadnych szans. Real prowadził 1:0, a Mbappe zanotował już siedemdziesiąte trafienie w barwach Madrytu – raptem jedno mniej niż rekordowy wynik Cristiano Ronaldo w najlepszym swoim sezonie dla klubu.
Chwilę później Bellingham wykończył kolejną akcję Realu – niestety dla gości, bramka została anulowana z powodu zagrania ręką. Alaves nabrało wiatru w żagle, zwłaszcza pod koniec pierwszej połowy. Gospodarze mieli okazję na wyrównanie po strzale Ibaneza, którego zatrzymał dopiero ofiarny Courtois – interwencją twarzą uratował drużynę tuż przed przerwą.
Po zmianie stron tempo gry na moment spadło – obie drużyny miały problem z kreacją, choć Mbappe i Vinicius postraszyli Sivirę podwójną sytuacją. Lokalne trybuny ożyły jednak w 68 minucie, gdy świeżo wprowadzony Carlos Vicente wykorzystał błąd ustawienia Valdepeñasa i Rüdigera, urwał się obronie Królewskich i pokonał Courtoisa. Stadion Alaves dosłownie eksplodował – remis przywracał nadzieję i wpychał Xabiego Alonso w jeszcze większy stres na ławce.
Mało brakowało, by Alaves poszło za ciosem. Kolejny szybki kontratak – Vicente znów urywa się na boku, zagrywa do Martineza, lecz ten minimalnie chybił. Xabi Alonso nie wiedział już, w którą stronę biec przy linii.
Brazylijski ketchup Rodrygo – decydujący moment
Wreszcie nadeszła odpowiedź Realu: 76. minuta i Rodrygo wpisuje się na listę strzelców. Vinicius na lewym skrzydle wypracował nieco miejsca, idealnie dośrodkował, a numer 11 Królewskich dołożył nogę – 2:1 dla gości. Brazylijczyk przełamał klątwę, bo jeszcze kilka dni temu, by strzelić gola, musiał czekać aż 1415 minut i 32 spotkania – teraz miał już drugie trafienie w tygodniu.
Końcówka toczyła się pod dyktando ostrożnego Realu, który nie zamierzał już szturmować bramki Alaves za wszelką cenę. Były jeszcze szanse na podwyższenie wyniku: najpierw Vinicius wywalczył rzut karny, ale sędzia nie dopatrzył się przewinienia, później Brahim nieco się zagubił pod bramką miejscowych. W samej końcówce zmieniony musiał zostać Rodrygo, który poczuł ból – do akcji wkroczył Brahim.
Real był blisko podwyższenia na 3:1, ale zbyt pochopnie rozegrana kontra zmarnowała najlepszą szansę. Ostatecznie, Xabi Alonso mógł na moment odetchnąć z ulgą – przynajmniej do następnej kolejki.