Real Madryt tonie w kontuzjach – obrońcy poza grą, kryzys rośnie
Sytuacja kadrowa Realu Madryt zaczyna przypominać telenowelę – już 22 z 25 zawodników pierwszej drużyny borykało się z urazami w tym sezonie! Najbardziej cierpi linia defensywna, gdzie liczba kontuzji i zawieszeń rośnie lawinowo. Pomimo rozmaitych zmian w sztabie medycznym, problem stał się jeszcze poważniejszy, a krótkotrwałe rozwiązania przynoszą więcej szkody niż pożytku. W gabinetach klubowych narasta frustracja i rośnie presja.
Real Madryt w ostatnich miesiącach nie ma chwili wytchnienia, jeśli chodzi o zdrowie piłkarzy. W bieżącym sezonie aż 22 z 25 graczy pierwszego zespołu doświadczyło mniejszych i większych urazów. Niektórzy mieli krótką wizytę w gabinecie fizjoterapeuty, inni zmagali się z poważniejszymi kontuzjami, a lista nieobecnych praktycznie nie ma ani dnia, kiedy byłaby pusta.
Przeklęta defensywa: kolejni obrońcy z problemami
W Madrycie niemal nikt już się nie dziwi, gdy po ostatnim gwizdku na murawie zostaje kolejny kontuzjowany gracz. Niedawno Camavinga zakończył mecz z Gironą z urazem, Alexander-Arnold wypadł po poważnej kontuzji z Athletikiem, a Militao został wyłączony z gry aż na cztery miesiące po starciu z Celtą. Jakby było mało, Kylian Mbappe złamał palec i walczy z problemami mięśniowymi, przez co jego występ w najbliższym spotkaniu stoi pod znakiem zapytania.
W tym morzu pecha jedynie Alvaro Carreras, Fran Garcia oraz Lunin pozostają niezmiennie zdrowi – chociaż obaj boczni obrońcy i tak nie zagrają w kolejnym meczu z powodu zawieszenia. To oznacza, że Real przystąpi do spotkania z aż siedmioma nieobecnymi obrońcami, a liczba ta może wzrosnąć, jeśli Huijsen nie zdąży się wykurować.
Pozycja prawego obrońcy w tym sezonie okazała się niemal przeklęta. Dani Carvajal wrócił po ciężkiej kontuzji z poprzednich rozgrywek, rozegrał kilka meczów, po czym znów musiał przechodzić kosztowną operację i wypadł na ponad dwa miesiące. Trent Alexander-Arnold również stracił sporo czasu – najpierw miesiąc przerwy, potem kolejny uraz wykluczył go z gry na dwa miesiące, gdy wydawało się, że wraca do formy.
Przy stoperach dramat się pogłębia. Militao, znów walczący ze zdrowiem, po trzeciej poważnej kontuzji kolana w ostatnich trzech sezonach, uzbiera na koncie aż 20 miesięcy absencji. Ledwie wrócił Rudiger, od razu rzucili go „na głęboką wodę” i odczuwa skutki przemęczenia. Huijsen kończy leczenie urazu mięśniowego, a Alaba coraz mniej przypomina dawnego siebie – praktycznie każdy jego powrót kończy się kolejną kontuzją.
Nadzieje na regularność wśród lewych obrońców też trzeba było odłożyć na później. Mendy po sześciu miesiącach poza grą wrócił tylko po to, by znów wypaść na kolejny miesiąc. Jednocześnie zawieszenia Carrerasa i Frana Garcii przyszły w najgorszym momencie sezonu.
Chaos w sztabie medycznym i gorączkowe decyzje
Najcięższe urazy w ciągu trzech ostatnich sezonów dotknęły czterech ważnych postaci: Alaby, Militao, Courtois oraz Carvajala. Camavinga i Mendy pauzowali po pół roku, a pozostali członkowie ekipy praktycznie non stop zmagają się z mniejszymi dolegliwościami. Mastantuono nie grał już od dwóch miesięcy, Endrick był wyłączony z zespołu przez trzy miesiące, nawet niezawodny dotąd Valverde zgłasza problemy, a Ceballos wciąż nie może dojść do pełnej sprawności.
Real próbował już różnych metod – sprowadzono Itziara Gonzaleza, specjalistkę od żywienia, która wcześniej postawiła na nogi Carvajala. Dzięki niej piłkarz pozbył się przewlekłych urazów i prezentował się świetnie fizycznie, ale nowy zespół medyczny zrezygnował z jej usług po zaledwie roku współpracy. Decyzja ta nie tylko nie rozwiązała problemu, ale wręcz go pogłębiła – nowi lekarze i fizjoterapeuci nie znaleźli skutecznych rozwiązań, a atmosfera w klubie zaczęła robić się nerwowa.
Zrezygnowano również ze słynnego trenera od przygotowania fizycznego Pintusa. Nagromadzenie błędów, konfliktów oraz szukanie szybkich rozwiązań dało odwrotny efekt – system, jaki powstał, nie odpowiada wymaganiom dzisiejszego futbolu z liczniejszymi meczami i praktycznie brakiem odpoczynku dla zawodników.
Władze klubu rozważają sięgnięcie po posiłki w zimowym oknie transferowym, jednak pole manewru jest ograniczone – niemal brak wolnych miejsc w składzie, ewentualne transfery zależą od odejść. Wścieklizna kadrowa trwa, a prowizoryczne „plasterki” tylko oddalają widoczne efekty. W Realu cierpliwości praktycznie nie ma i właśnie to może być największym problemem w obliczu przedłużającego się kryzysu zdrowotnego.