Nicolas Maduro – piłkarskie emocje dyktatora. Łzy, Messi i miłość do FC Barcelony – StolicaSportu.pl

Piłkarskie emocje dyktatora Maduro. Łzy po Messim i miłość do FC Barcelony

Nicolas Maduro
fot. Hossein Zohrevand (Wikimedia CC 4.0)
Domyślna grafika
Eryk
9 stycznia 2026 17:47
3 minuty czytania

Rzadko zdarza się, by szef państwa zrzucił urzędowy garnitur na rzecz piłkarskiego dresu i publicznie ronił łzy z powodu odejścia piłkarza. A jednak Nicolas Maduro uczynił z miłości do FC Barcelony ważny element swojego wizerunku. Echa jego emocjonalnych wystąpień – od żartu o własnym transferze do Blaugrany, przez publiczne wsparcie dla Messiego i Suareza, aż po dzielenie szatni z generałami w trakcie El Clasico – rzucają zaskakujące światło na twarz polityka, który w futbolu widział więcej niż tylko sport.

W cieniu wielkich politycznych wydarzeń z udziałem Nicolasa Maduro mało kto zwracał uwagę, jak silnie związany był on emocjonalnie z FC Barceloną. Jeszcze do niedawna uchodził za najbardziej zagorzałego kibica tej drużyny wśród przywódców Ameryki Południowej – i trudno było nie dostrzec, jak futbol przenikał do jego codzienności.

Kiedy w marcu 2020 roku świat pogrążał się w lockdownie, liderzy pojawiali się w telewizji w ciemnych garniturach, z powagą przekazując złe wiadomości. Maduro postawił na zupełnie inny gest – pod venezuelanskim godłem wystąpił przed kamerami w kompletnym niebieskim dresie FC Barcelony. Zaraz potem, w kolejnym nagraniu, żartował, wskazując na herb na piersi i twierdząc, że „Blaugrana właśnie go zakontraktowała jako »wzmocnienie«”. Sądząc po reakcji komentatorów, to był obrazek, który trudno wymazać z pamięci – szczególnie że z ust prezydenta wybrzmiało gromkie: „Visca el Barça! Catalan!”

Dla Maduro futbol był wyraźnie czymś więcej niż tylko rozrywką. Szczególnie silne emocje wzbudzały w nim losy latynoskich gwiazd. Gdy Lionel Messi w sierpniu 2021 roku musiał opuścić Barcelonę przez problemy finansowe klubu, prezydent nie krył bólu. W telewizyjnym wystąpieniu rzucił z żalem: „To, co zrobili Messiemu, było brzydkie. Płakałem razem z nim. Gdy widziałem, jak on płacze, ja również płakałem, bo to dobry, autentyczny chłopak, wielki sportowiec – chwała świata” [tłum. – red.].

Szybko przeszedł do ataku na zarząd Joana Laporty, sugerując, że „wykorzystali Messiego ile się dało… a potem dali mu kopniaka”. Retoryka była tu równie ostra, jak emocje.

Jeszcze wcześniej, podczas mundialu w 2014 roku, Maduro był jednym z nielicznych przywódców broniących Luisa Suareza po pamiętnym incydencie z ugryzieniem Giorgio Chielliniego. Zamiast dołączać do chóru krytyków, przedstawił Urugwajczyka jako ofiarę. „Nie mogą wybaczyć Urugwajowi, że syn ludu wyrzucił z turnieju dwie piłkarskie potęgi” – mówił, odnosząc się do goli Suareza z Anglią i Włochami.

Życie polityczne i futbol potrafiły się u niego przenikać nawet w najbardziej nieoczekiwanych okolicznościach. W lutym 2016 roku, w trakcie obszernego przemówienia o reformach walutowych, nagle przerwał swój wywód, by świętować jubileusz Messiego. Usłyszawszy o trzechsetnym golu Argentyńczyka w La Lidze, Maduro głośno zawołał: „Niech żyje Messi i niech żyje Katalonia!”, po czym poprosił generałów i ministrów o deklarację piłkarskich sympatii, sprawdzając, kto jest po stronie Barcelony, a kto kibicuje Realowi Madryt.

Źródła: Barca Universal, Reuters, New York Post

Wybrane dla Ciebie