Bardghji strzałem w dziesiątkę, Mastantuono kosztowną pomyłką
Barcelonie wystarczył niewielki transfer, by zaskoczyć hiszpańską piłkę. Roony Bardghji za raptem 2,5 mln euro dał się poznać jako piłkarz z ogromnym potencjałem, podczas gdy Real Madryt – choć sięgnął po jedną z największych młodych gwiazd Ameryki Południowej za zawrotne 63 mln euro – musi dziś patrzeć, jak Franco Mastantuono traci blask. Tak odmienne scenariusze nakręcają sportową rywalizację gigantów z La Liga.
Mogłoby się wydawać, że latem Barcelona i Real Madryt grały w podobną grę transferową – stawiając na młodych ofensywnych graczy. W stolicy Katalonii sięgnięto jednak po Roony'ego Bardghjiego za niewielkie 2,5 mln euro, dorzucając jeszcze wypożyczenie Marcusa Rashforda. W Madrycie — zdecydowanie bardziej spektakularnie — sprowadzono Franco Mastantuono za aż 63 mln euro. Rozstrzygnięcie? W tej chwili jeden zachwyca, drugi gaśnie.
Jak opisuje hiszpański „Diario AS”, dyrektor sportowy Barcelony, Deco, może dziś spokojnie przybić sobie piątkę. Jego zakład na Bardghjiego właśnie wypala. Mimo iż Szwed nie przebił się jeszcze do roli pewniaka w pierwszym składzie – głównie przez konkurencję w ataku – każdą szansę wykorzystuje do maksimum. Przy 413 rozegranych minutach dołożył już dwa gole i cztery asysty. Od kiedy wspiera go Hansi Flick, jego rynkowa wartość poszła ostro w górę i jest już szacowana na 10 mln euro.
Bardghji został entuzjastycznie przywitany przez kibiców w Arabii Saudyjskiej przed półfinałem Superpucharu, a szansę w tym kluczowym meczu wykorzystał skutecznie. Przy nieobecności w wyjściowym składzie Lamine'a Yamala, to on dał sygnał do ataku, miał swój udział przy pierwszym golu, sam później wpakował trzecią bramkę.
Nic dziwnego, że kilka dni temu pierwszy zespół Barcy zgotował mu specjalny szpaler – nie tylko przy okazji urodzin Erica Garcii, ale właśnie z powodu awansu Roony'ego na pełnoprawnego zawodnika pierwszej drużyny. Dopełnieniem awansu stało się oficjalne przekazanie mu koszulki z numerem 19.
Całość mocno kontrastuje z losami Mastantuono w Realu. Chociaż Argentyńczyk świetnie rozpoczął sezon, po kontuzji został zepchnięty na margines. Zagrał ledwie 14 minut w lidze po powrocie, a Xabi Alonso przestał widzieć w nim kluczowy punkt ataku Królewskich.
W efekcie to inwestycja Barcelony okazuje się dziś bezpiecznym strzałem, choć konkurencja o miejsce na skrzydle zostaje dla Bardghjiego sporym wyzwaniem. Klub widzi jednak u Szweda potencjał i pokazuje, że woli cierpliwie poczekać niż przepalać budżet jak rywal zza miedzy.