Puszcza Niepołomice: transfery, młodzież i współpraca z Górnikiem Zabrze

Puszcza chce kolejnych piłkarzy Górnika? "Cały czas rozmawiamy"

IV KOLEJKA PKO EKSTRAKLASY  PUSZCZA NIEPOLOMICE - LEGIA WARSZAWA JAROSLAW PIEPRZYCA  TOMASZ TULACZ  MAREK BARTOSZEK
fot. Marcin Szymczyk
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
16 sierpnia 2026 12:32
10 minut czytania

Norbert Barczak jest najlepszym przykładem tego, że współpraca Puszczy Niepołomice z Górnikiem Zabrze może przynieść korzyści obu klubom. Prezes I-ligowca, Jarosław Pieprzyca, bardzo wysoko ocenia pierwsze miesiące i zdradza, że rozmowy dotyczące kolejnych młodych zawodników cały czas trwają.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Zacznijmy od podsumowania minionego sezonu. Tuż po spadku z Ekstraklasy trudno było przewidzieć, jak szybko Puszcza odnajdzie się na jej zapleczu. Ostatecznie zajęliście dziewiąte miejsce. Jest satysfakcja, że udało się przejść przez ten trudny moment bez kolejnego spadku?

– Zdecydowanie. Po spadku była bardzo duża niewiadoma i trudny czas właściwie na każdej płaszczyźnie. Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne i finansowe, budżet w porównaniu z Ekstraklasą zdecydowanie się zmienia. Trzeba było zachować zimną krew, żeby nie podzielić losu klubów, w których po spadku następowała lawina kolejnych problemów i dalszych degradacji. Myślę, że zachowaliśmy odpowiednie podejście. Szczególnie druga runda pokazała nam, że obraliśmy właściwą drogę.

Chcecie jeszcze zmienić sposób funkcjonowania klubu? Co Puszcza może zrobić inaczej, żeby w przyszłości ponownie zaatakować Ekstraklasę?

– Sporo zmian nastąpiło niejako samoistnie. Część zawodników była do nas wypożyczona i od początku wiedzieliśmy, że po sezonie wrócą do swoich macierzystych klubów. Tak było między innymi w przypadku Kacpra Śmiglewskiego, Christophera Simona czy Wojtka Hajdy. Części zawodników kończyły się również kontrakty, więc siłą rzeczy czekały nas kolejne zmiany.

Pojawiło się sporo nowych ludzi, ale teraz chcemy przede wszystkim ustabilizować kadrę. Zależy nam na tym, żeby włączać do zespołu jak najwięcej perspektywicznych, młodych zawodników i zapewnić im możliwość harmonijnego rozwoju. Myślę też o naszej akademii. Chcemy zachować jej stabilny rozwój, bo to fundament funkcjonowania klubu i jeden z warunków, żeby w przyszłości móc utrzymywać się na odpowiednim poziomie.

Czy w takim razie możemy spodziewać się jeszcze transferów z zewnątrz? A może przeciwnie — ktoś jeszcze może tego lata Puszczę opuścić?

– Jedno jest powiązane z drugim. Jeśli nikt nie odejdzie, to przy naszym budżecie na pewno nikogo już nie pozyskamy. Oczywiście nikogo nie będziemy na siłę wypychać z klubu, ale nie zamykamy się też na oferty. Jeśli pojawi się konkretna propozycja, będziemy rozmawiać i wtedy podejmiemy decyzję.

A którzy zawodnicy Puszczy wzbudzają obecnie największe zainteresowanie?

– Nie ma w tej chwili żadnych konkretnych propozycji, które pojawiłyby się w tym oknie transferowym. Były zapytania, luźne oferty i różne rozmowy. Ktoś był bliżej transferu, ktoś dalej, ale na ten moment nie ma żadnych konkretów. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy coś się wydarzy.

A o których zawodników pojawiały się te konkretniejsze zapytania?

– Zawodnicy też mają swoje aspiracje. Piast nie skorzystał z opcji wykupu Germana Barkowskiego. Chłopak grał w Ekstraklasie przez cały poprzedni sezon, więc naturalne jest, że chciałby pozostać na tym poziomie. Jeśli pojawiłaby się dla niego odpowiednia propozycja, na pewno nie blokowalibyśmy jego rozwoju.

Z dobrej strony pokazał się też Amarildo Gjoni, więc w jego przypadku również pojawiały się pytania. Ale tak jak mówię — nie było żadnych konkretów. To nie jest tak, że kogoś blokowaliśmy albo nie chcieliśmy puścić. Było zainteresowanie, ale nie przełożyło się ono na konkretną ofertę.

Okno transferowe potrwa jeszcze do 9 września. Gdyby już nikt was nie opuścił, to trener nie ma potrzeb w kwestii wzmocnień?

– Trener zawsze ma jakieś potrzeby. Nie znam szkoleniowca, który nie chciałby mieć jak najwięcej wartościowych zawodników, szczególnie że sezon jest długi i różne rzeczy mogą się wydarzyć.

Oczywiście trener chciałby jeszcze wzmocnić niektóre pozycje. Tyle tylko, że obracamy się w realnych warunkach i mamy określony budżet. Jeśli nikt nie odejdzie, będzie nam po prostu trudno kogoś pozyskać.

Jesteście zadowoleni z dotychczasowych ruchów transferowych? Tego lata tych zmian w kadrze było przecież całkiem sporo.

– Tak. Poszliśmy trochę w kierunku pozyskiwania piłkarzy perspektywicznych. Istotną częścią naszego budżetu są wpływy z Pro Junior System. Żeby o nie skutecznie rywalizować, trzeba mieć jakościowych młodzieżowców i dawać im minuty. Oczywiście wszystko jest też uzależnione od wyników zespołu.

Trudno jest odpowiednio zbilansować taką kadrę, dlatego szukaliśmy zawodników, którzy są młodzi, ale jednocześnie mają predyspozycje, żeby rywalizować o miejsce w pierwszym zespole. Dołączyli do nas Wołowiec, Gerstenstein, Jaworski. Są też Filip Andrzejczak i inni młodzi zawodnicy. Każdy z nich musi jednak udowodnić, że jest lepszy od konkurentów na swojej pozycji.

Naszą sztandarową polityką jest również stawianie na młodzieżowego bramkarza, który regularnie występuje. Filip rywalizuje z Wiktorem Kowalem, który również jest młodzieżowcem. Boisko pokaże, kto wywalczy sobie miejsce.

Wspomniał Pan o młodzieżowcach. Spoglądaliście również w stronę większych klubów, takich jak Legia Warszawa czy Lech Poznań?

– Tak, spoglądaliśmy. Są tam zawodnicy, którzy moim zdaniem udźwignęliby poziom rywalizacji w naszym zespole, ale nie chcemy pozyskiwać piłkarzy tylko na zasadzie wypożyczenia. Nie chcemy brać gracza tylko po to, żeby go ogrywać np. dla Legii, a później oddać. Z punktu widzenia Puszczy nie ma to większej korzyści.

Preferujemy sytuację, w której możemy takiego zawodnika pozyskać na stałe i rozwijać jako naszego piłkarza. To jednak trudne, bo większe kluby wychowują swoich zawodników po to, żeby ci później wracali do pierwszego zespołu, a następnie mogli zostać sprzedani na Zachód.

Przejdźmy do trenera Tułacza. W jego przypadku pojawiały się oferty z innych klubów? Mam na myśli zarówno obecne okno, jak i cały okres jego pracy w Puszczy.

– Trener Tułacz miewał oferty. Nie jest jednak tak, że się nimi chwali albo wykorzystuje je jako kartę przetargową. Jeśli pojawiały się konkretne propozycje, oczywiście rozmawialiśmy o nich i ostatecznie trener podejmował decyzję, że zostaje.

Ma już na tyle wyrobioną markę, że gdybym był osobą zarządzającą klubem w pierwszej lidze czy Ekstraklasie i szukał trenera, na pewno w pierwszej kolejności brałbym go pod uwagę. To zresztą nie jest nic dziwnego. Pracuje u nas od 11 lat, a nie są to łatwe warunki pracy. Nie jesteśmy wielkim ani najbogatszym klubem, a on potrafi sobie radzić w trudnych sytuacjach. Więc tak — miewał oferty.

A Pan? Przez lata pracy w Puszczy pojawiały się propozycje z innych klubów?

– Nie, raczej nie. Nie pobieram środków finansowych za zarządzanie Puszczą. Jestem w nim praktycznie od dziecka. Razem z wieloma ludźmi ten klub tworzyłem i czuję, że to moje miejsce.

Były trudne momenty, były też piękne chwile. Taka jest piłka. Nie szukam dla siebie innego miejsca. Chcę, żebyśmy z Puszczą zawsze osiągali jak najlepsze rezultaty.

Czyli jest szansa, że zarówno Pan, jak i trener Tułacz zostaniecie w Puszczy właściwie do końca swoich karier?

– Haha, nie sądzę. W życiu przychodzą różne etapy. Oczywiście chciałbym, żeby trener Tułacz prowadził Puszczę do końca kariery, bo to przyniosłoby samo dobro dla klubu. Ale ma swoje ambicje i wiem, jak jest postrzegany. Nie oszukujmy się — jeśli ktoś był już w Ekstraklasie i nadal udowadnia, że świetnie radzi sobie w swoim fachu, będzie otrzymywał kolejne oferty. Każdy chce pracować na najwyższym szczeblu.

Życie napisze swój scenariusz. Człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje.

Wspomniał Pan o ograniczeniach finansowych. Jak duża jest dziś różnica w budżecie między Ekstraklasą a pierwszą ligą?

– Na pewno około 12 milionów złotych, bo tyle wynoszą prawa telewizyjne z Canal+. Nasz budżet oscyluje natomiast — w zależności od różnych czynników — w granicach 6–8 mln zł.

Byli zawodnicy, których bardzo chcieliście zatrzymać w tym oknie, ale ostatecznie nie udało się ich przekonać do pozostania?

– Byli zawodnicy, którym kończyły się kontrakty i których chcieliśmy zatrzymać. Oni jednak również potrzebowali zmiany otoczenia. Na przykład Michał Walski, którego bardzo cenię nie tylko jako piłkarza, ale również jako człowieka. Potrzebował jednak zmiany i chciał mieć przede wszystkim pewność regularnej gry.

Kuba Stec również chciał się rozwijać i potrzebował większej liczby minut. Mateusz Stępień ma natomiast niesamowite predyspozycje szybkościowe i motoryczne. Nie mógł tutaj w pełni pokazać swojego potencjału, dlatego uznaliśmy, że zmiana środowiska będzie dla niego dobrym rozwiązaniem.

Zobaczymy, jak potoczą się ich losy w nowych miejscach. Gdyby była z ich strony wola pozostania, pewnie byśmy się dogadali. Obie strony miały jednak świadomość, że czasami w życiu potrzebna jest zmiana.

W maju podpisaliście umowę o współpracy z Górnikiem Zabrze. W poprzednim sezonie dobrze sprawdził się u Was Norbert Barczak, który był podstawowym zawodnikiem, a później został przez Górnika sprzedany do Korony Kielce. Jak z Pana perspektywy wygląda dziś ta współpraca?

– Jestem wręcz zaskoczony i zachwycony tym, jak Górnik Zabrze nas potraktował. Nie czuliśmy się jak ubodzy krewni. Zarząd, z Łukaszem Milikiem na czele, jasno przedstawił zasady współpracy. Sam fakt, że Łukasz Podolski pofatygował się do Niepołomic na nasz mecz, też pokazuje, że oni poważnie podchodzą do tego tematu.

Przykład Norberta Barczaka jest najlepszym dowodem. Chłopak był dla Górnika pewną wartością, przyszedł do nas, rozegrał praktycznie cały sezon od deski do deski, rozwinął się piłkarsko, wrócił do Zabrza, a później został sprzedany do Korony.

Mamy współpracę opartą na wzajemnym zaufaniu i do każdego przypadku podchodzimy indywidualnie. Nie ma żadnego zobowiązania, że weźmiemy określoną liczbę zawodników i będziemy na nich stawiać. Jeśli w Górniku jest piłkarz, którego klub z Zabrza chciałby wypożyczyć na określonych warunkach albo który potrzebuje regularnej gry, to jest temat do rozmowy.

Mogę mówić o Górniku tylko w samych superlatywach. Są tam ludzie normalni, skromni i traktujący klub taki jak nasz — o mniejszym splendorze — na równi ze sobą. To dla mnie naprawdę duża rzecz.

Czy w związku z tą współpracą możemy spodziewać się jeszcze któregoś z młodych zawodników Górnika w Puszczy?

– Cały czas rozmawiamy. Trzeba jednak pamiętać, że Górnik wciąż gra mecze pucharowe, więc pewne kwestie wyjaśnią się dopiero później. Mają kilku młodych zawodników, ale tak jak mówiłem — każdy przypadek analizujemy indywidualnie. Nie każdy jest drugim Norbertem Barczakiem.

Jeśli decydujemy się na pozyskanie młodego zawodnika, musimy zapewnić mu odpowiednie warunki. On ma przyjść do nas po to, żeby dostawać minuty i grać, a nie siedzieć na ławce w pierwszej lidze czy nie łapać się do kadry. Dlatego uczciwie przedstawiamy perspektywę. Czasami lepszym rozwiązaniem dla młodego piłkarza jest zejście do niższej ligi, regularna gra i dopiero później wejście na wyższy poziom.

Niewykluczone, że jeszcze ktoś z Górnika do nas trafi. Tak jak mówię — sytuacja jest złożona.

 

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie