Kuriozalny samobój w meczu GKS Tychy - Śląsk
Już na samym początku spotkania GKS Tychy ze Śląskiem Wrocław rozpętała się prawdziwa katastrofa. Drugi gol dla gości, zdobyty po nieudanej interwencji Jakuba Mądrzyka, z miejsca stał się kandydatem do najbardziej kuriozalnego samobója sezonu. Nawet kibice długo przecierali oczy ze zdumienia, próbując zrozumieć, jak do tego doszło.
Początek meczu pomiędzy GKS Tychy a Śląskiem Wrocław zaskoczył nawet najbardziej doświadczonych kibiców. Gospodarze, pogrążeni ostatnio w kryzysie, już w 11. minucie musieli pogodzić się ze stratą bramki, kiedy po wrzutce z rzutu wolnego Kasjan Lipkowski niefortunnie głową skierował piłkę do własnej siatki.
Chwilę później trybuny zamarły po raz kolejny. Dwunasta minuta zamieniła się w pokaz niecodziennych emocji – tym razem głównym aktorem był bramkarz GKS-u Jakub Mądrzyk. Po tym, jak Igor Łasicki zablokował zagranie zawodnika Śląska, piłka odbiła się i lecąc zaskakującym torem, sprawiła zaskakujący problem Mądrzykowi. Golkiper próbował interweniować, ale futbolówka przeleciała mu pod rękami i wtoczyła się do bramki.
Przed przerwą do listy nieszczęść GKS-u dołożył się jeszcze Yehor Matsenko, którego strzału Mądrzyk nie był w stanie zatrzymać. Sytuację nieco poprawiły bramki dla gospodarzy po przerwie – najpierw trafił Łasicki, później Damian Kądzior. Jednak gości dobił skutecznie wykorzystujący rzut karny Przemysław Banaszak. Ostatecznie GKS Tychy przegrał ze Śląskiem Wrocław aż 2:4.