Arda Güler i Jude Bellingham – narastający konflikt w Realu Madryt – StolicaSportu.pl

Güler i Bellingham nie mogą się dogadać. Coraz większy problem w Realu Madryt

Jude Bellingham
fot. Barcex (Wikimedia CC 4.0)
Domyślna grafika
Maciek
22 grudnia 2025 06:31
4 minuty czytania

Już od kilku miesięcy kibice Realu Madryt patrzą na duet Arda Güler – Jude Bellingham z narastającym niepokojem. Ostatni mecz z Sevillą znów obnażył ich brak porozumienia na boisku. O ile Anglik po raz kolejny uratował drużynę, wpisując się na listę strzelców i dominując w środku pola, to Turek wyglądał na całkowicie zagubionego. Xabi Alonso kolejny raz stanął przed dylematem, którego do tej pory nie potrafi rozwiązać, a sytuacja Gülera robi się coraz bardziej niepewna.

Wielu liczyło, że Arda Güler i Jude Bellingham stworzą duet marzeń w pomocy Realu Madryt. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej skomplikowana. W ostatnim spotkaniu na Santiago Bernabéu, gdzie "Królewscy" pokonali Sevillę 2:0, współpraca tej dwójki po raz kolejny pozostawiała sporo do życzenia. Choć wygrana mogła dawać złudne poczucie pewności, gra w środku pola po prostu się sypała.

Po stronie plusów na pewno trzeba zapisać fenomenalny występ Bellinghama, który nie tylko otworzył wynik, ale praktycznie sam trzymał w ryzach całą linię środkową. Trenerzy rywali pewnie łapią się za głowę, patrząc na jego statystyki — oddany gol, trzy kluczowe podania, pięć celnych długich zagrań i aż dwanaście wygranych pojedynków.

Tymczasem Arda Güler znów pokazał, jak bardzo nie potrafi odnaleźć się obok Anglika. Turek dał się zdominować, nie potrafił wkomponować się w akcje ofensywne, a kiedy znów trafił na ławkę w 72. minucie, można było wyczuć zniecierpliwienie nie tylko u kibiców. Xabi Alonso już od miesięcy głowi się nad zagadką tej dwójki, bo zawsze kiedy Bellingham i Güler grają razem, jeden z nich — prawie zawsze Turek — ginie i traci impet.

Bellingham dominuje, Güler w cieniu

Anglik od początku przejął rolę lidera ofensywy. Uwielbia grać w pobliżu pola karnego przeciwnika, bez względu na zalecenia szkoleniowca. Güler, choć elastyczny — potrafi operować jako „dziesiątka”, prawy pomocnik czy nawet cofnięty rozgrywający — błyszczy jedynie jako klasyczny środkowy ofensywny. To było widoczne zwłaszcza podczas nieobecności Bellinghama: wtedy Turek zanotował trzy trafienia i aż sześć asyst, wszystkie do Kyliana Mbappé. Ale po powrocie Anglika wszystko się posypało; Güler nie tylko zniknął z podstawowej jedenastki, ale i stracił pewność siebie.

Dylemat Xabiego Alonso — kto do środka pola?

I jakby tych problemów było mało, na horyzoncie czai się kolejna zagwozdka: duet defensywnych pomocników Tchouaméni i Camavinga. Za każdym razem, kiedy obaj francuscy zawodnicy grają wspólnie od pierwszej minuty, Real nie tylko prezentuje większą stabilizację, ale i gładko rozgrywa piłkę od obrony. Przykład? Trzy mecze z podwójnym pivotem (Getafe, Olympiakos, Athletic) i trzy wygrane. Gdy jeden z nich jest przesunięty na inne pozycje, bilans już taki korzystny nie jest. Problem Gülera polega na tym, że decydując się na taki wariant, to on pierwszy wypada z wyjściowego składu, nie Bellingham.

Kiedy Camavinga nie jest zdolny do gry, Turek łapie oddech i kolejne szanse. Ale jak tylko Francuz wróci na stałe do zdrowia, to właśnie miejsce Gülera w wyjściowej jedenastce staje się niepewne. Xabi Alonso stara się uzasadniać takie wybory przyczynami taktycznymi, ale boisko uparcie pokazuje, że forowanie tej dwójki w jednym momencie kończy się niepokojącą nerwowością i brakiem płynności w akcjach. Liderem zostaje Bellingham, Güler zaś powoli ląduje w roli rezerwowego, który gra tylko wtedy, gdy ktoś z podstawowych wyborów wypadnie przez kontuzję.

Źródło: Grada3.com

Wybrane dla Ciebie