Świderski otwarcie o presji w Widzewie
Karol Świderski nie ukrywa frustracji brakiem bramek w barwach Widzewa Łódź. Przed wyjazdem do Wrocławia reprezentant Polski przyznał, że czeka na moment przełamania, który pozwoli mu w końcu odciążyć drużynę tam, gdzie powinien – w statystykach.
Cztery kolejki za Widzewem Łódź, a atmosfera wokół klubu robi się coraz gęstsza. Karol Świderski stanął przed dziennikarzami na konferencji prasowej poprzedzającej wyjazdowe starcie ze Śląskiem Wrocław i nie owijał w bawełnę.
Napastnik wprost odniósł się do narastającej krytyki. „Każdy zdaje sobie sprawę, jakim jesteśmy klubem i jaka jest presja. Są już sygnały, że po czterech kolejkach trener się nie nadaje czy ja się nie nadaję. Musimy sobie z tym radzić” – powiedział Świderski.
Duża część konferencji dotyczyła ostatniej porażki z Koroną Kielce. Świderski nie krył żalu, że początek tamtego meczu dawał powody do optymizmu. „Dużo kreowaliśmy i graliśmy w piłkę, wszystko posypało się po jednym stałym fragmencie gry. Mogliśmy strzelić jedną czy dwie bramki więcej na początku i byłoby inaczej” – analizował. Jego zdaniem drużynę wciąż gonią demony z poprzedniego sezonu, bo po stracie pierwszej bramki Widzew traci pewność siebie.
Reprezentant Polski był szczery również w ocenie własnej dyspozycji. „Chciałbym zacząć pomagać drużynie liczbami. Przyszedłem tutaj, by zdobywać bramki i asystować, póki co tego brakuje” – przyznał. Brak trafień wyraźnie mu ciąży. Świderski liczy, że pierwszy gol otworzy mu drogę do kolejnych i zdejmie narastające ciśnienie.
Na treningach w przerwie między meczami łodzianie pracowali z dużą intensywnością. Według napastnika zajęcia wyglądały obiecująco, zespół zdobywał sporo bramek w ćwiczeniach. Problem w tym, że Widzew musi to wreszcie przełożyć na ligowe spotkanie. Mecz we Wrocławiu wydaje się do tego idealną okazją – trzy punkty na wyjeździe mogłyby uspokoić sytuację wokół drużyny przynajmniej na chwilę.