Matus Vojtko: Bobcek? Jestem z niego bardzo szczęśliwy
Lechia Gdańsk w ostatnich tygodniach błyszczała formą strzelecką, czego zasługą jest odważna, ofensywna taktyka, którą promuje sztab szkoleniowy. Matus Vojtko – 25-letni słowacki lewy obrońca, do niedawna piłkarz Slovana Bratysława – opowiada o kulisach tej futbolowej filozofii oraz o przyjaźni z rewelacją sezonu, Tomasem Bobckiem.
W Gdańsku nikt nie ma już wątpliwości, że Lechia stała się jednym z najbardziej ofensywnie usposobionych zespołów w lidze. Wystarczy spojrzeć na statystyki – dwanaście bramek w trzech ostatnich kolejkach, a w całej rundzie jesiennej aż trzydzieści siedem goli, najwięcej w stawce. To nie przypadek, ale efekt jasno określonej strategii.
Na potwierdzenie tych słów warto przytoczyć wypowiedź jednego z filarów tej ekipy. Matus Vojtko, zapytany, czy trener rzeczywiście forsuje ofensywny futbol, odpowiedział w rozmowie z flashscore.sk: „Tak, lubi ofensywny futbol. Staramy się cały czas pressować i grać wysoko. Nieważne, kto jest naszym rywalem. Chcemy się tak prezentować zawsze. Powiedzmy, że chcemy być dla każdego – u siebie i na wyjeździe – niewygodni i przeszkadzać przez cały mecz. Uważam, że sztab wykonuje tu świetną robotę i nas do tego pcha. Wychodzi to. Jednak dużo bramek tracimy, bo zostawiamy zbyt wiele przestrzeni w defensywie przez ten pressing. W Ekstraklasie każdy potrafi to wykorzystać.”
Matus Vojtko, który zameldował się w Lechii latem 2025 roku, ze Slovana Bratysława, świetnie odnajduje się w tym systemie. Wcześniej występował choćby w chorwackiej HNK Gorica, a teraz w Gdańsku współtworzy linię obrony, w której agresywne wyjścia i pressing są codziennością.
Wyjątkową postacią tej ofensywy jest Tomas Bobcek, który zdobył trzynaście bramek w sezonie i stał się niezastąpionym egzekutorem. Vojtko nie szczędzi mu uznania: „Jestem z niego bardzo szczęśliwy. Ciągle mu powtarzam, że wszystko, co wkłada w piłkę, właśnie do niego wraca. Ogromnie się poświęca – dodatkowe treningi, praca z fizjoterapeutami, na siłowni. Zaczął zbierać owoce tej ciężkiej pracy. Cieszę się i życzę mu jak najlepiej. To nie tylko mój rodak, ale też przyjaciel. Często się zastanawiasz, że piłka jest skomplikowana, a on nam mówi: podajcie piłkę w pole karne, ja ją znajdę. I rzeczywiście tak robi (śmiech).”
Relacje między oboma Słowakami nie kończą się na murawie. „Od pierwszego dnia mi pomagał we wszystkim. Nawet z mieszkaniem, w końcu mieszkamy od siebie trzy minuty spacerem. Chodzimy z psami, czasem wyskoczymy na kolację. Przez ostatnie pół roku zbudowaliśmy świetną relację.” Nic dziwnego, że chemia z boiska przekłada się na grę zespołu oraz indywidualne sukcesy.
Dla Vojtki działania na krajowym podwórku to także szansa na pokazanie się selekcjonerowi narodowej reprezentacji. „Byłoby miło, oczywiście. Gdy grasz na takim poziomie, zawsze chcesz reprezentować swój kraj. Nie robię z tego obsesji. Czy trafię na listę teraz, czy przy kolejnej okazji – nie złamie mnie to. Jeśli przyjdzie powołanie, będę zadowolony, ale nie traktuję tego jak celu za wszelką cenę.”