Legia Warszawa w kryzysie. Zbigniew Boniek uspokaja kibiców
Legia Warszawa znalazła się w najgłębszym kryzysie od lat – zespół pogrąża się w strefie spadkowej, kibice tracą cierpliwość, a nowego trenera wciąż brak. Zbigniew Boniek, były prezes PZPN, zabrał głos w tej sprawie i uspokaja, że mimo fatalnej sytuacji Legia nie powinna obawiać się spadku.
Legia Warszawa weszła w sezon z wysokimi oczekiwaniami – zarówno w gabinetach, jak i wśród kibiców mówiło się otwarcie o powrocie na tron Ekstraklasy. Jednak zamiast marszu po mistrzostwo, klub z Łazienkowskiej utknął w strefie spadkowej, zajmując dopiero 16. miejsce. Dla drużyny z takimi ambicjami i potencjałem to prawdziwy dramat, niemalże powtórka z koszmarnego okresu sprzed trzech lat, gdy Marek Gołębiewski przejmował zespół tonący po Czesławie Michniewiczu.
Kolejne tygodnie tylko pogłębiały frustrację kibiców. Warszawianie nie wygrzebali się z kryzysu, a ligowa tabela wygląda dla nich gorzej niż źle. Nawet Lechia Gdańsk, która zaczynała sezon z pięciopunktową stratą, zdołała wyprzedzić Legię, podobnie jak kilka zespołów z niższymi notowaniami i teoretycznie słabszym składem. Sytuację dodatkowo komplikuje brak nowego szkoleniowca, co sprawia, że coraz głośniej spekuluje się o możliwym spadku utytułowanego klubu.
Wątpliwości na temat przyszłości Legii nie brakuje, ale głos rozsądku zabrzmiał tym razem od Zbigniewa Bońka. Były prezes PZPN postanowił uspokoić zaniepokojonych fanów. W mediach społecznościowych ocenił krótko: „Spokojnie, źle to wygląda, ale nie spadnie, proszę nie szaleć” – i trudno nie zauważyć, że te słowa mają nieco ton kojący, choć również wskazują na skalę problemów, które dotknęły wojskowych.
W stolicy nerwy sięgają zenitu, a coraz więcej osób wraca pamięcią do najgorszych momentów z sezonu 2021, gdy Legia otarła się o dno ligi. Dziś atmosfera wokół klubu jest napięta, a przed piłkarzami najtrudniejsza walka – nie tylko o punkty, ale i o zaufanie kibiców. Wszystko wskazuje na to, że Legia czeka jeszcze długa droga, zanim uda się wyjść na prostą, choć według Bońka nie ma zagrożenia największej sportowej katastrofy ostatnich lat.