Lechia zimą bez wzmocnień. Jeden zawodnik testowany
Na pierwszym treningu Lechii Gdańsk po przerwie świątecznej pojawiła się nowa twarz. Klub sprawdza młodego Igora Bambeckiego z Polonii Nysa, który ma za sobą udaną rundę w III lidze. Choć kibice z Gdańska liczyli na większe ruchy kadrowe zimą, wszystko wskazuje na to, że to może być jedyne wzmocnienie tej zimy. Sztab skupia się raczej na stabilności i aklimatyzacji nowych graczy niż transferowych roszadach.
Pierwszy powrót do treningów po przerwie świątecznej nie mógł przejść w Lechii Gdańsk bez echa, bo obok dobrze znanych piłkarzy pojawił się nowy zawodnik na murawie. Igor Bambecki, 20-letni skrzydłowy Polonii Nysa, przystąpił do zajęć z zespołem i już na wstępie zebrał kilka pochwał. Jak donosi Tomasz Galiński z „WP Sportowych Faktów”, klub raczej nie przewiduje więcej wzmocnień na zimowe okienko transferowe.
Popularni Biało-Zieloni zameldowali się do pracy już 5 stycznia. Dzień później, podczas otwartego treningu dla mediów, uwagę przyciągnął właśnie Bambecki. Młody zawodnik w trwającym sezonie uzbierał dwie bramki i trzy asysty w barwach trzecioligowej Polonii, w sumie rozgrywając 18 spotkań. To na tej pozycji Lechia postanowiła szukać powiewu świeżości i wyjątkowo dać szansę sprawdzenia się zawodnikowi poza Ekstraklasą.
Szkoleniowiec Lechii, John Carver, od razu podkreślił, że Bambecki nie miał problemu z wejściem do nowej grupy. Anglik zaznaczył, że na razie obserwuje chłopaka pierwszy raz, ale już widzi iskrę w jego poczynaniach boiskowych. „Dziś pierwszy raz go widzę. Musimy mu dać czas na boisku i pozwolić się zaaklimatyzować. Ostatnia runda była bardzo obiecująca w jego wykonaniu, dobrze wszedł w zajęcia z grupą” – przyznał Carver po treningu.
„Pracuję z tymi zawodnikami, jakich mam. Nie mogę mówić o żadnych plotkach, czy spekulacjach, bo ich nie posiadam. Oczywiście, przyjechałem tu wczoraj, ale pracuję z wszystkimi, których mam do dyspozycji. Mam nadzieję, że wszyscy zostaną w klubie” – tak wyjaśniał swoją strategię szkoleniowiec „Biało-Zielonych”. Nie ma więc mowy o transferowej gorączce w Gdańsku.