Inaki Astiz szczerze o kryzysie Legii
Trener Legii Warszawa, Inaki Astiz, komentował bieżącą sytuację swojego zespołu po kolejnym nieudanym meczu. Szkoleniowiec bez ogródek przyznał, że mimo pracy na pełnych obrotach i zaangażowania całego sztabu, czegoś wyraźnie brakuje w decydujących momentach spotkań.
Inaki Astiz nie owijał w bawełnę po zakończonym meczu Legii Warszawa, analizując na gorąco, co zawiodło w drugiej połowie. Jak opowiedział po spotkaniu, pierwszy fragment był realizacją taktycznych założeń; zespół kontrolował wydarzenia, regularnie budował akcje, jednak brakowało wykończenia pod bramką rywala.
– Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, co stało się w drugiej połowie. Wydaje mi się, że po pierwszych 45 minutach każdy z nas czuł, że graliśmy dokładnie tak, jak zakładaliśmy. Już przed meczem rozmawialiśmy, że tak chcemy dziś wyglądać – i to działało. Kreowaliśmy klarowne sytuacje, mieliśmy kontrolę, ale brakowało nam skuteczności. Po stracie gola coś w nas pękło, pojawiło się napięcie, może z tyłu głowy pojawiły się wątpliwości. Widziałem jednak w przerwie, że chłopaki są zmobilizowani i chcą odwrócić losy meczu. Niestety w drugiej połowie nie potrafiliśmy już tworzyć akcji na takim poziomie jak wcześniej – przyznał szkoleniowiec Legii.
Decyzje personalne i zmiany wprowadzane w trakcie meczu miały — jak tłumaczył Astiz — pomóc odzyskać kontrolę nad grą, ale efekt nie był taki, jakiego oczekiwał cały zespół. Zapewnił, że wszyscy są zdeterminowani, jednak czasem brakuje po prostu wykończenia.
Zapytany o zarzuty dotyczące braku zaangażowania, stanowczo odpierał krytykę. Wskazał, że kiedy drużyna traci gola i musi się otworzyć, automatycznie naraża się na większe ryzyko w defensywie i więcej musi gonić za rywalem. Sytuację potęgują niewykorzystane okazje — gdyby udało się trafić choć raz w pierwszej połowie, obraz spotkania ułożyłby się zupełnie inaczej.
Porównując obecną sytuację do kryzysu z okresu, gdy pracował w sztabie Marka Gołębiewskiego, Astiz zaznaczył, że zarówno wtedy, jak i dziś, cały pion trenerski daje z siebie wszystko. Codzienna harówka, skrupulatna analiza i właściwe przygotowanie są na porządku dziennym, a mimo to w kluczowych momentach czegoś wyraźnie brakuje.
Jesteśmy w miejscu, w którym poddanie się jest ostatnią rzeczą, jaka wchodzi w grę. Wstajemy następnego dnia, pracujemy dalej i przygotowujemy kolejny mecz najlepiej jak potrafimy. Wierzę, że potrzebujemy jednego przełamania – prowadzenia w meczu, wyniku, który nas poniesie i da drużynie oddech. To może być impuls, którego nam brakuje.
W rozmowie nie zabrakło także wątku osobistych emocji. Astiz podkreślił, że siłę do pracy czerpie z rodziny – żony i córki. Zaznaczył, że wraca do domu po trudnych wieczorach, ładuje akumulatory, a następnego dnia wraca do szatni z podniesioną głową. Jak mówił, nie zamierza się poddawać i właśnie takiego podejścia wymaga od siebie i swoich podopiecznych. Następny mecz Legii będzie dla całego zespołu szansą na przełamanie tego trudnego okresu.