Górnik Zabrze. Przeciągająca się prywatyzacja blokuje klub
„Po kolejnym spotkaniu prywatyzacyjnym mam znowu wrażenie, że to zmierza donikąd” – tyle wystarczyło, by kibice Górnika Zabrze zorientowali się, że sytuacja z prywatyzacją klubu zaczyna przekraczać dopuszczalne granice cierpliwości. Zarówno Lukas Podolski, jak i członkowie zarządu głośno przyznają, że przeciągające się procedury coraz mocniej odbijają się na przyszłości drużyny oraz nastrojach w zabrzańskiej szatni.
Sytuacja wokół prywatyzacji Górnika Zabrze nabiera coraz bardziej nerwowego charakteru. Słychać coraz wyraźniej głos Lukasa Podolskiego, który dość bezpośrednio wyraża swoje zniecierpliwienie. Działacze tacy jak Łukasz Milik czy Michał Siara nie kryją, że u kresu wytrzymałości są już nie tylko zawodnicy, ale i cała struktura klubu.
Temat przekazania Górnika w prywatne ręce powraca co kilka miesięcy, lecz realnego przełomu jak dotąd nie było. Obietnice o rychłym finale procesu przestały cokolwiek znaczyć dla ludzi w klubie. Tak faktycznie, frustracja, która do tej pory pojawiała się tylko w kuluarach, teraz wychodzi na światło dzienne. I to nie przypadkiem.
Symbolicznym podsumowaniem nastrojów jest wypowiedź Podolskiego po jednym z kolejnych już spotkań poświęconych prywatyzacji: „Po kolejnym spotkaniu prywatyzacyjnym mam znowu wrażenie, że to zmierza donikąd. Bardzo bym chciał, żeby termin lutowy był realny, ale wątpię...”. Te słowa, które pojawiły się w mediach społecznościowych, wyraźnie pokazują, że nawet najbardziej wytrwali zaczynają mieć dosyć.
Potwierdza to również Michał Siara, członek zarządu zabrzan: „Lukas Podolski ma powoli dosyć tematu prywatyzacji Górnika Zabrze – ciągnie się to bardzo długo. Jestem tutaj półtora roku i cały czas się to przeciąga. »Już zaraz, już za chwilę«… i tak ciągle”. Tę samą determinację, ale i zmęczenie, da się wyczuć także u innych pracowników klubu.
Przez ostatnie miesiące, mimo licznych zapowiedzi i kolejnych „przełomów”, granica cierpliwości została, jak przyznał Siara, zwyczajnie przekroczona. Jednocześnie coraz częściej słychać, że sam Podolski przestał już brać czynny udział w negocjacjach – co dobrze obrazuje skalę rozczarowania wewnątrz Górnika. Za każdym razem kończy się tak samo. Spotkanie – bez efektów. To, jak otwarcie przyznają, zaczyna negatywnie wpływać na klub.
Do obrazu przygnębiającej codzienności zabrzan dołącza jeszcze perspektywa sportowa. Dyrektor sportowy Łukasz Milik nie owijając w bawełnę stwierdził, że „zniecierpliwienie to delikatne słowo” w kontekście nastrojów w klubie. Tak długotrwałe przeciąganie się procesu własnościowego działa paraliżująco: bez jasności co do przyszłości, nie można spokojnie planować ani ofensywnych transferów, ani utrzymania kluczowych postaci. Klub nie jest pewien, czy wkrótce nie będzie musiał rozstać się z kolejnymi liderami.
Niedawna sprzedaż Ousmane'a Sowa do Brøndby IF oraz Dominika Sarapaty do FC Kopenhaga – jak zauważył Milik – w praktyce „uratowały” Górnika. Wpływy z tych transakcji pozwoliły klubowi przetrwać trudny okres niepewności właścicielskiej. Zabrzanie mimo tych napięć rundę jesienną zakończyli na pozycji wicelidera – z równą liczbą punktów, co prowadząca Wisła Płock. Jednak coraz trudniej ukryć, że niepewność związana z prywatyzacją może podkopać jednolitość drużyny.