Chema Andres wyjaśnia odejście z Realu Madryt
„Nie uważam, żeby to był decydujący czynnik, ale rzeczywiście przeważyło szalę” – tak Chema Andres opisał moment, w którym postanowił odejść z Realu Madryt. Dwudziestoletni pomocnik w otwartej rozmowie wspomina kulisy rozstania z Los Blancos, wyjaśnia, kto inspiruje go na boisku i jak patrzy na piłkarską przyszłość.
Chema Andres, niespełna 21-letni pomocnik, po cichu wyrasta na jedno z największych odkryć VfB Stuttgart. Po odejściu z rezerw Realu Madryt latem, młody Hiszpan zadomowił się w Bundeslidze, mając na koncie już 12 występów, gola i asystę. Choć wielu kibiców Los Blancos zastanawiało się nad kulisami tego transferu, w rozmowie z dziennikiem AS piłkarz wyłożył karty na stół.
Andres zdradził, że jego decyzja o rozstaniu z Realem Madryt dojrzewała dużo wcześniej, ale niewielka rola podczas Klubowych Mistrzostw Świata przyspieszyła ten proces. „Nie uważam, żeby to był decydujący czynnik, ale rzeczywiście przeważyło szalę. Myślałem o tym już od jakiegoś czasu, ale poczekałem do końca mundialu, żeby nie robić niczego pochopnie” – mówił otwarcie pomocnik.
Dziennikarz zagadnął go też o możliwy scenariusz – czy większa szansa na grę, jaką dostał podczas Klubowych Mistrzostw Świata Gonzalo Garcia, zmieniłaby jego postanowienie. Chema nie miał wątpliwości: futbol to ciągła niepewność i liczy się gotowość na nieprzewidziane zwroty akcji. „Oczywiście. Takie sytuacje potrafią odmienić spojrzenie i dlatego wolałem poczekać. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, więc nie chciałem pochopnie podejmować decyzji” – zdradził z rozbrajającą szczerością.
Został też zapytany, do kogo ze znanych hiszpańskich pomocników jest mu najbliżej: Sergio Busquetsa czy Rodriego. Chema przyznał bez ogródek, że nie utożsamia się z żadnym w pełni. „Nie widzę siebie jako któregoś z nich, szczerze mówiąc. Gdybym musiał wybierać, powiedziałbym Rodri, bo też zawsze ma koszulkę wpuszczoną w spodenki, ale bądźmy poważni, oni są ode mnie o tysiąc mil lepsi” – skwitował z humorem. Pomocnik Stuttgartu dostrzega jednak powód porównań – swoją solidną posturę na boisku.
W rozmowie z AS nie zabrakło także pytania o jego piłkarskie autorytety na świecie. Bez zawahania wymienił Aureliena Tchouameniego jako zawodnika będącego aktualnie na absolutnym topie. „Jest sporo świetnych graczy, ale ten, kto obecnie gra na najwyższym poziomie, to Tchouameni. W Realu jest jednym z kluczowych piłkarzy – to o czymś świadczy” – komplementował Francuza.
„Na murawie to Angelo Stiller jest mózgiem VfB Stuttgart. Dyktuje tempo, rozdaje zadania, to na nim opiera się cała nasza gra. Imponuje zarówno techniką, jak i pracą w defensywie. Ma potencjał, by trafić do czołowego klubu, bez dwóch zdań.”
Nie ukrywa też uznania dla swojego kolegi z drużyny, Angela Stillera, który zdaniem Andresa już dziś prowadzi grę Stuttgartu niczym dyrygent w orkiestrze. Sam pomocnik zamierza dalej rozwijać się w Bundeslidze, mając za sobą trudną, lecz przemyślaną zmianę barw klubowych. Jego kariera nabiera tempa szybciej, niż można było przewidzieć zaraz po opuszczeniu Madrytu...