Maja Chwalińska finalistką Rolanda Garrosa – co zrobi ze swoją nagrodą? – StolicaSportu.pl

Maja Chwalińska: Będę chciała zainwestować w siebie i swój tenis

Maja Chwalińska
fot. Peter Menzel, Wikimedia Commons
Domyślna grafika
Marlena
7 czerwca 2026 09:00
3 minuty czytania

- Mam nadzieję, że moja historia także kogoś zainspiruje – mówi skromnie Maja Chwalińska po wielkim sukcesie na paryskich kortach. Polka, która przeszła drogę od kwalifikacji aż po finał Rolanda Garrosa, zarobiła prawie 6 mln złotych. Chociaż przegrała z Mirrą Andriejewą, udowodniła, że determinacja i ciężka praca prowadzą na tenisowe szczyty. Po emocjonującym turnieju Chwalińska zdradza, jak planuje zainwestować zdobyte pieniądze, oraz opowiada o emocjach po najważniejszym meczu kariery.

Maja Chwalińska właśnie zapisała piękny rozdział w historii polskiego tenisa. Zaczęła turniej Roland Garros jako zawodniczka z kwalifikacji, a skończyła go w roli finalistki – pierwszej w historii imprezy, która dokonała takiego wyczynu. W decydującym meczu musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, przegrywając 3:6, 2:6. Wprawdzie nie zdołała powstrzymać wyraźniej przewagi Rosjanki, ale sama obecność w finale była już swego rodzaju zwycięstwem.

Nagroda finansowa także robi wrażenie – Chwalińska na francuskiej mączce zarobiła blisko 6 milionów złotych. Od początku nie ukrywała, że nie popłynie na fali zakupowego szaleństwa. Jak przyznała zaraz po meczu, zamierza zainwestować w siebie i swój tenis, rozważając zakup sprzętu treningowego, po konsultacji ze swoim trenerem Maciejem Ryszczukiem. – Na pewno coś sobie kupię. Nie mam jednak na myśli niczego szczególnego. Będę chciała zainwestować w siebie i swój tenis – tłumaczyła, podkreślając, że priorytetem będzie dalszy rozwój kariery.

Co ciekawe, dla Chwalińskiej ważniejsze od finansów okazały się... zwykłe, codzienne przyjemności. – Bardziej niż o pieniądzach myślę jednak o wyspaniu się i najedzeniu – rzuciła z uśmiechem w kierunku swojej menedżerki Aleksandry Musiał, która – jak zdradziła zawodniczka – organizuje jej życie pozatreningowe.

Sam finał pozostawił w Polce mieszane uczucia. Z jednej strony była smutna po porażce, z drugiej dumna z tego, czego dokonała. – Popłakałam sobie, ale jestem też z siebie bardzo dumna. Chciałabym, aby ten mecz wyglądał inaczej, żeby ludzie mogli zobaczyć mnie w lepszej odsłonie. Mirra była dziś dużo lepsza ode mnie, natomiast dałam z siebie wszystko. Nie mogę mieć do siebie pretensji – wyznała po zawodach.

Chwalińska nie unika też tematów psychologicznych. Zdradziła, że współpracuje z psycholożką Alicją Nowicką już od początku 2024 roku. Większość konsultacji odbywa się zdalnie, ale właśnie Roland Garros był pierwszym turniejem, na którym wsparcie specjalistki pojawiło się na miejscu. – W naszej współpracy jest wiele wolności. Jeśli czegoś potrzebuję, to się odzywam. To bardzo wyrozumiała osoba, jest dla mnie, ale nie narzucamy się sobie. Nic na siłę – tłumaczy tenisistka.

Kolejnym sportowym celem Chwalińskiej pozostaje Wimbledon. Wciąż nie wiadomo, czy wystąpi tam od kwalifikacji czy już w drabince głównej. Zanim jednak wróci na trawiaste korty, pozwoli sobie na zasłużony odpoczynek po paryskiej przygodzie.

Źródło: SportoweFakty WP

Wybrane dla Ciebie