Hubert Hurkacz wraca po kontuzji i wygrywa w Montrealu z Gironem!
Powrót Huberta Hurkacza na korty po miesięcznej pauzie przyciągnął uwagę fanów tenisa. Polak rozegrał emocjonujący, trzysetowy pojedynek z Marcosem Gironem, pokazując, że mimo przerwy nie stracił formy. Jego pewność siebie, precyzyjny serwis i wytrwałość w kluczowych momentach pozwoliły wygrać i poprawić bilans bezpośrednich starć z Amerykaninem. Teraz przed Hurkaczem wyzwanie w II rundzie turnieju w Montrealu.
Hubert Hurkacz długo kazał czekać na powrót, ale fani w Montrealu nie mogli narzekać na brak emocji. Po miesięcznej przerwie spowodowanej urazem mięśni brzucha wrocławianin rozegrał wymagający pojedynek i pokazał, że mentalnie jest gotowy, by wrócić do gry na najwyższym poziomie. Derbowy mecz pierwszej rundy z Marcosem Gironem, przesunięty na wtorek z powodu kaprysów pogody, mógł z początku wydawać się trudną przeszkodą.
Początek był bardzo spokojny – Polak postawił na silny, regularny serwis i uważną, pozbawioną ryzyka grę z głębi kortu. Giron nie zamierzał odpuszczać, więc losy pierwszego seta ważyły się aż do ostatnich chwil. W decydującym, dwunastym gemie Amerykanin pogubił się pod presją. Po serii jego błędów Hurkacz przejął inicjatywę, przyspieszył i wykorzystał piłkę setową agresywnym atakiem przy siatce – partia padła łupem Polaka 7:5.
Drugi set początkowo układał się znów pod dyktando Hurkacza. Sześć z rzędu pewnie wygranych punktów przy własnym podaniu i szybkie prowadzenie w trzecim gemie sugerowały, że odzyskał rytm. Jednak po serii nieoczekiwanych błędów stracił koncentrację i natychmiast został przełamany. Ta chwila dekoncentracji otworzyła przeciwnikowi drzwi – Giron wygrał partię 6:4.
Decydujący set to już całkowita dominacja tenisisty z Wrocławia. Grając z „zamrożonym rankingiem”, Hurkacz wykorzystuje przewagę własnego serwisu i solidny bekhend, by w drugim gemie odebrać podanie Amerykaninowi. Do tego dokłada pewność w wymianach i już po chwili prowadzi 3:0. Utrzymuje przewagę do końca, nie zostawiając przeciwnikowi wiele złudzeń.
Ostatni zryw przypada na gema serwisowego Girona przy stanie 5:2. Hurkacz rusza do zdecydowanego ataku, wymusza błąd forhendowy rywala i wykorzystuje swój pierwszy meczbol. Spotkanie trwało niecałe dwie godziny, a Polak zaserwował aż 16 asów, tylko raz pozwalając się przełamać. Do tego dołożył 43 zagrania kończące, choć popełnił 34 niewymuszone błędy. Po stronie Amerykanina: 2 asy i 19 punktów bezpośrednich, ale także 27 pomyłek własnych.
Hurkacz miał być gotowy tylko na jeden lub dwa sety, a tymczasem »pokazał wielką odporność i utrzymał wysoki poziom do samego końca spotkania«.
Triumf nad Gironem poprawił bilans bezpośrednich spotkań na 5:0 dla Polaka. Teraz czeka go nie mniej ciekawy test – zmierzy się z rozstawionym z 25. numerem Alejandro Tabilo. Jeszcze nigdy nie stanęli naprzeciw siebie w zawodowym tourze, więc kibice mogą spodziewać się nowych tenisowych emocji.