WTA 1000 Toronto. Pewna wygrana Igi Świątek
Miesięczna przerwa od rywalizacji po Wimbledonie okazała się dla Igi Świątek skutecznym resetem – Polka wróciła na korty, przejmując inicjatywę od pierwszych piłek meczu w Toronto. Efekt? Bezlitosny set do zera z Sarą Bejlek i zapowiedź łatwej przeprawy, przerwana nagle w połowie drugiej partii. Gdy Świątek niespodziewanie wpadła w dołek i zaczęła popełniać niewymuszone błędy, kibice wstrzymali oddech, obserwując pełen zwrotów szósty gem. Mimo tej dramatycznej sekwencji Polka utrzymała nerwy na wodzy i zamknęła spotkanie w dwóch setach.
Miesiąc rozbratu z rywalizacją na światowych kortach zdecydowanie dobrze zrobił Idze Świątek. Po wczesnym odpadnięciu z Wimbledonu i intensywnych treningach, polska tenisistka wróciła do gry podczas prestiżowego turnieju WTA 1000 w Toronto. Jej rywalką w drugiej rundzie była dobrze już znana Sara Bejlek – pojedynek z Czeszką zwiastował dla Świątek okazję na szybkie wejście w rytm meczowy.
Od początku Polka imponowała skupieniem i jakością tenisa. Grała ofensywnie, ale rozsądnie – przy pierwszym podaniu rywalki bezlitośnie wykorzystała okazję na przełamanie, a własny serwis utrzymała z dużą łatwością. Trzy pierwsze gemy – trzy punkty dla Świątek. Bejlek próbowała kontratakować mocnym forhendem i zmieniać kierunki piłek, lecz często nadziewała się na jeszcze lepszą odpowiedź, bywało, że pod presją sama wyrzucała uderzenia w aut.
Do połowy pierwszego seta obraz był jednostronny – Świątek nie pozwoliła przykleić się Czeszce do wyniku. Odważne wejścia do siatki, precyzyjne skróty i rotacje podania budowały przewagę. Koncentrację udało jej się utrzymać aż do ostatniej piłki tej partii – Bejlek nie przełamała się nawet na chwilę, przegrywając do zera.
Początek drugiego seta układał się po myśli faworytki. Polka ponownie wywierała presję, grała głęboko i bardzo czysto, czym doprowadziła szybko do stanu 3:0. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, aż do momentu, kiedy coś się nagle zacięło. Bejlek zaczęła lepiej czytać zagrania liderki, skracała wymiany i przełamała serwis Świątek.
W tym momencie przebieg rywalizacji zyskał nowy wymiar – Polka pogubiła się i nagle pojawiła się seria prostych, niewymuszonych błędów z forhendu. Nerwowość u Świątek była widoczna szczególnie w szóstym gemie. Ten fragment był niezwykle zacięty, przeciągał się bez końca, a każda z zawodniczek miała swoje szanse na przełamanie. Piętnaście minut walki, trzynaście równowag, aż dziewięć break pointów dla Bejlek – prawdziwa tenisowa batalia o psychologiczną dominację.
W kluczowym momencie to jednak Świątek przechyliła szalę na swoją stronę. Znów zagrała odważnie w wymianie, utrzymała podanie na 4:2 i powoli odzyskiwała impet. Bejlek była jeszcze w stanie utrzymać swój serwis, ale ostatnie słowo należało do Polki. Zamknęła mecz 6:0, 6:3, pokazując, że nawet chwilowa zadyszka nie odbiera jej statusu faworytki turnieju.
Przeciwniczka szukała swoich szans poprzez zmianę rytmu oraz uderzenia kombinacyjne, jednak Świątek lepiej radziła sobie w kluczowych momentach, nie rezygnując z ofensywy i ostrego returnu. Polka zgłasza gotowość do dalszej walki w Toronto, gdzie jej kolejnymi rywalkami mogą być Viktorija Golubić lub Donna Vekić.
Iga Świątek (Polska) – Sara Bejlek (Czechy) 6:0, 6:3