Kacper Tomasiak błyszczy w Predazzo. Kolejny medal Polaka w skokach narciarskich – StolicaSportu.pl

Drugi błysk Kacpra Tomasiaka. Znowu medal. Tym razem brąz

Kacper Tomasiak
fot. TVP Sport (screen)
Domyślna grafika
Jędrek
14 lutego 2026 20:37
3 minuty czytania

Przy padającym deszczu w Predazzo i wilgotnym rozbiegu młody Kacper Tomasiak pokazał klasę na dużej skoczni. Mimo że faworytem rozgrzewek był Kamil Stoch, to właśnie 19-latek wspiął się na podium w dramatycznym konkursie olimpijskim. Rywalizacja rozegrała się pod presją nie tylko długości skoku, ale i ocen sędziowskich oraz przetartego podczas opadów śniegu rozbiegu. Na półmetku zmagań Tomasiak zameldował się tuż za czołową trójką, prezentując imponujący styl i perfekcyjne lądowanie na 133. metrze.

Padający w Predazzo deszcz nie zniechęcił polskich skoczków, którzy przystąpili do rywalizacji na dużej skoczni HS141. Już podczas treningów błysnął Kamil Stoch, regularnie lądując w czołówce, jednak na decydujący dzień konkursu klasą błysnął Kacper Tomasiak. Choć w próbach rozgrzewkowych nie zwracał szczególnej uwagi, to seria próbna tuż przed zawodami dodała mu pewności siebie — młody Polak uzyskał trzeci wynik, pokazując, że deszczowy rozbieg wcale nie musi mu szkodzić.

Napięcie rosło wraz z każdym kolejnym skokiem. Opady odczuwalnie utrudniały niektórym zawodnikom nabieranie prędkości, a zmieniająca się wilgotność sprawiała, że trzeba było perfekcyjnie wyczuć odbicie. Tomasiak poleciał na 133. metr, demonstrując wyjątkowo czysty telemark przy lądowaniu. Ten element — zawsze doceniany przez sędziów — pozwolił mu wyprzedzić wielu konkurentów i utrzymać się tuż za podium po pierwszej serii. Jego nota była efektem dobrego stylu: wysoko uniesione narty w fazie lotu i kontrolowane zejście na zeskok robiły wrażenie nawet na wymagających rywalach.

Po pierwszej serii prowadził Ren Nikaido, który wręcz przeleciał nad bulą, lądując na 140. metrze. Tuż za nim znalazł się Domen Prevc (138,5 m), a trzeci był Kristoffer Eriksen Sundal, który bez wahania wykorzystał każdy podmuch pod narty i osiągnął 136 metrów. Straty Tomasiaka do podium wydawały się niewielkie, bo zaledwie 3,2 punktu, co zwiastowało ciekawą walkę w finale.

Wreszcie, zupełnie odmiennie niż podczas poniedziałkowych zawodów, tym razem cała reprezentacja Polski — łącznie z Pawłem Wąskiem (129,5 m) i doświadczonym Kamilem Stochem (126,5 m) — zameldowała się w czołowej trzydziestce. Ważny był nie tylko dystans, ale również styl: zawodnicy pilnowali szerokiego prowadzenia nart w locie, ograniczając ryzyko przyziemienia poza płaską częścią zeskoku, co mogłoby odbić się na ich notach za styl.

Źródło: TVP Sport

Wybrane dla Ciebie