Damian Żurek znów tuż za podium w olimpijskich zmaganiach na 500 metrów
W olimpijskim wyścigu na 500 metrów Damian Żurek po raz kolejny musiał przełknąć gorycz czwartego miejsca. Polak, choć kończył sezon w spektakularnym stylu i bił rekordy toru, w Mediolanie do podium zabrakło mu tylko dziewięć setnych sekundy. Zmagania wygrał nie do zatrzymania Jordan Stolz, a cała rywalizacja obfitowała w dramatyczne rozstrzygnięcia i świetne wyniki. Rywalizacja była wyjątkowo wyrównana, a każdy detal techniczny i setna sekundy miały znaczenie.
Kiedy Damian Żurek stawał na starcie olimpijskiego wyścigu na 500 metrów w Mediolanie, miał w głowie niedawne sukcesy z Inzell. Tam dwukrotnie wygrywał, poprawiał rekord toru i wyprzedzał nawet samego Jordana Stolza. Sezon Pucharu Świata zakończył na wysokim, drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Apetyty na medal były jak najbardziej uzasadnione, tym bardziej, że na dziewięć startów aż sześciokrotnie meldował się na podium.
O tym, jak niewiele dzieli szczyt od rozczarowania, przekonał się już w środowej rywalizacji na 1000 metrów – tam siedmiu setnych sekundy zabrakło mu do podium. Tym razem stawka była równie ostra. Jordan Stolz powrócił do wielkiej formy. Jego jazda była wręcz modelowa: dynamiczne wybicie ze startu, płynna, lekko pochylona sylwetka już na pierwszych metrach i perfekcyjne wejście w łuki. Czas 33.77 sekundy trudno było przebić.
W tej samej parze z Amerykaninem wystartował De Boo z Holandii. Holender pojechał odważnie – mocny początek dawał nadzieję, jednak na ostatnich metrach tchu starczyło jedynie na wynik 33.88. Skończyło się srebrnym medalem i świadomością, że nie sposób było zatrzymać rozpędzonego Stolza.
Prawdziwą niespodzianką był występ Kanadyjczyka Dubreuila. W tym sezonie nie zachwycał, najwyżej plasował się na szóstym miejscu, jednak olimpijska presja go nie sparaliżowała. Przejechał dystans w 34.26 sekundy, wyprzedzając wielu faworytów. Trudno wyczuć, co zagrało – być może szczytowa forma trafiła akurat na najważniejszy moment sezonu.
Damian Żurek trafił do przedostatniej pary, startując tuż po Stolzu i De Boo. Na wystrzale stracił minimalną część impetu, wydawało się przez ułamek sekundy, że nieco "został" na progu. Szybko jednak wrócił do rytmu – rozpędził się na prostych, a łuki pokonywał z nienaganną linią jazdy i spokojnym wykończeniem. Nie był to jego najbardziej dynamiczny telemark, a ostatni odpychający ruch mógł jeszcze dodać kilka setnych. Sędziowie ocenili skok bardzo wysoko, jednak czas 34.35 sekundy nie pozwolił wyprzedzić Kanadyjczyka. Żurek zameldował się na czwartym miejscu, a od podium dzieliło go zaledwie dziewięć setnych sekundy. To była prawdziwa walka o każdy gest, minimalne odchylenie czy opóźnienie wybicia mogły kosztować medal.
W tej samej parze jego rywal, Sebas Diniz z Holandii, uplasował się tuż za nim – miejsce piąte, również bardzo solidny występ, choć nieco gorzej rozłożony start.
Polscy kibice mieli jeszcze okazję śledzić Marka Kanię i Piotra Michalskiego. Kania zjechał dynamicznie, od początku atakował tempo światowej czołówki, ale końcowy czas 34.48 dał mu ósme miejsce – i choć nie był to wynik na podium, trzeba oddać, że zmieścił się w ścisłej czołówce. Piotr Michalski tym razem nie złapał rytmu – z wynikiem 35.10 zajął odległe, 24. miejsce.
Jak podkreślił jeden z trenerów: "Czasami liczy się nie tylko forma, ale też łut szczęścia na starcie i dokładność każdego ruchu w fazie lotu". Mediolanska rywalizacja potwierdziła, że dziś setne sekundy, drobne detale techniki, decydowały o układzie tabeli medalowej, a Damian Żurek znów doświadczył, jak okrutny bywa sport na najwyższym poziomie.