Włamywacze okradli dom gwiazdy Liverpoolu. Wyrok sądu wywołuje poruszenie
W ostatnich tygodniach w Liverpoolu nie brakowało trudnych chwil, zarówno na boisku, jak i poza nim. Po serii rozczarowujących wyników kibice mają teraz kolejny powód do niepokoju, bo ujawnione właśnie szczegóły włamania do domu Aleksandra Isaka rzucają nowe światło na bezpieczeństwo piłkarskich gwiazd w Anglii.
Głośne włamanie do domu Aleksandra Isaka z Liverpoolu odbiło się szerokim echem na Wyspach, ale rozstrzygnięcie sądowe jeszcze bardziej zaskoczyło opinię publiczną. Choć sprawcy wyszli z łupem o wartości ponad 1,2 miliona funtów, to decyzja sądu sprawiła, że cała banda ma do zwrotu tylko symboliczną kwotę.
Wydarzenia miały miejsce na początku kwietnia, gdy włoska rodzina włamywaczy – Valentino i Giacomo Nikolov, ich siostra Jela Jovanovic i jej syn Charlie Jovanovic – wyruszyła w trasę po najbardziej zamożnych dzielnicach północno-wschodniej Anglii. Jak podaje BBC, grupa wjechała promem do Wielkiej Brytanii, a swój kamper zaparkowała w pobliżu stacji obsługi autostradowej, obserwując potencjalne ofiary.
Pierwszego rabunku dokonali w Jesmond, gdzie z posiadłości wynieśli projektanckie ubrania, torebki, biżuterię oraz wyjątkowy medal CBE – całość wyceniono na ponad milion funtów. Następnej nocy uderzyli w Whitburn, zabierając łupy warte ponad 100 tysięcy funtów.
Kolejna dramatyczna scena rozegrała się 4 kwietnia w Darras Hall, gdzie celem padł dom Isaka. Z mieszkania piłkarza zniknęło 10 tysięcy funtów w gotówce, kosztowna biżuteria za 68 tysięcy oraz luksusowe Audi RS6 warte aż 120 tysięcy funtów.
Zatrzymanie sprawców nastąpiło niemal tydzień później w Birmingham, gdzie policja wreszcie przerwała ich złodziejską serię. Sąd skazał całą czwórkę już w maju na kary od sześciu do dziesięciu lat więzienia, jednak podczas ustalenia środków do odzyskania okazało się, że majątek większości przestępców nie pozwala na pokrycie strat.
W konsekwencji sędzia orzekł, że każdy z nich – z wyjątkiem Charliego Jovanovica – będzie musiał zwrócić jedynie po… jednym funcie. Tylko najmłodszy z bandy dysponował jakimikolwiek odzyskiwalnymi funduszami i został zobowiązany do oddania niewiele ponad tysiąc funtów. Prokuratura zaznaczyła, że nadal może wystąpić o wyższe kwoty, jeśli przestępcy w przyszłości będą posiadać wartościowe aktywa.