Stojanović wraca do Słowenii jako zawodnik Legii. "To wyjątkowe przeżycie"
„Cieszę się, że wracam do domu i że mogę zagrać przeciwko słoweńskiej drużynie, która występuje w Europie” – nie kryje emocji Petar Stojanović przed wyjazdem z Legią na mecz z NK Celje. Obrońca warszawskiego klubu opowiada o niezwykłych uczuciach, które towarzyszą mu w związku z powrotem do kraju, a także zdradza kulisy rozmów transferowych oraz ocenę obecnej kondycji Legii.
Petar Stojanović nie ukrywa, że możliwość zagrania w Słowenii przeciwko NK Celje jest dla niego czymś więcej niż tylko kolejnym punktem w kalendarzu. „Cieszę się, że wracam do domu i że mogę zagrać przeciwko słoweńskiej drużynie, która występuje w Europie. To naprawdę wyjątkowe uczucie” – podkreśla w rozmowie ze sportklub.n1info.si zawodnik Legii Warszawa.
Perspektywa spotkania z Celje, ale także z bliskimi, działa na Stojanovicia podwójnie motywująco. Wśród kolegów z przeciwnej ekipy są reprezentanci Słowenii, z którymi na co dzień utrzymuje przyjacielskie relacje. „Wracam do Słowenii, na meczu będzie też moja rodzina, a w Celje mam oczywiście kilku kolegów z reprezentacji. Jesteśmy przyjaciółmi, ale gdy przychodzi mecz – nie ma przyjaźni”, rzuca pół żartem, pół serio.
Mimo osobistych sentymentów, zawodnik nie zapomina o oczekiwaniach. „Oczekuje się od nas zwycięstwa. Tego się od nas po prostu wymaga”, nie ukrywa presji, jaka ciąży na zespole z Warszawy. O Celje wypowiada się z uznaniem – chwali porządek i dyscyplinę drużyny, a także sposób zarządzania klubem.
Sentymenty sięgają szerzej, bo jeszcze przed mistrzostwami Europy temat transferu Petara Stojanovicia do Celje był bardzo poważnie rozważany. „Jeśli chodzi o Celje, nie mogę zaprzeczyć, że przed zeszłorocznymi mistrzostwami Europy prowadzone były bardzo poważne rozmowy. Ale wtedy na pierwszym miejscu była reprezentacja i wszystko inne odsunąłem na bok”, zdradza. Przez chwilę pojawiła się też nadzieja, że odezwie się Maribor – klub najbliższy sercu słoweńskiego obrońcy – jednak konkretna propozycja pojawiła się dopiero później, a sytuacja personalna w Mariborze uniemożliwiła transfer. Wybór był jednak jasny, bo jak mówi Stojanović, „Maribor jest w Słowenii moją jedyną miłością”.
Dziękuje przy tym Celje za uczciwość negocjacyjną i dobre warunki, podkreślając, że klub wie, co robi, a skład budowany jest z głową – trzon zespołu stanowią krajowi piłkarze, a zagraniczni gracze wprowadzają realną jakość. „Nigdy nie grałem w Celje, ale bardzo szanuję to, co robią”, zaznacza z uznaniem.
Przenosiny do Legii to nowy etap w karierze Stojanovicia. O warszawskim klubie mówi bez przesadnej kurtuazji: „Legia to naprawdę wielki klub. Jeśli chodzi o kibiców – na każdym meczu stadion jest pełny, oczekiwania są ogromne.” Sztab szkoleniowy, warunki do treningu czy sama infrastruktura stadionowa pozostawiły na nim wrażenie. Szczerze opowiada też o wyzwaniach – Legia od czterech lat nie sięgnęła po mistrzostwo, ostatnio zmiana szkoleniowca dodatkowo wprowadziła niepewność, ale pojawiła się też nowa energia.
Muszę być szczery i podziękować Celje za naprawdę bardzo konkretną ofertę. Ludzie, którzy prowadzą klub, wiedzą, co robią. Trzon drużyny tworzą krajowi zawodnicy, a obcokrajowcy są wartościowymi wzmocnieniami. Wszystko jednak przeważyła moja miłość do Mariboru.
Decyzja o przenosinach do Warszawy była błyskawiczna – zawodnik potrzebował świeżego wyzwania, możliwości występów na europejskiej scenie oraz walki o trofea. Jedynym minusem był brak wspólnego okresu przygotowawczego z drużyną. Stojanović nie ukrywa jednak zadowolenia z pobytu w Legii, mając nadzieję na szybkie przełamanie i powrót na zwycięską ścieżkę.