Harry Kane zatrzymuje spekulacje transferowe
FC Barcelona długo ostrzyła sobie zęby na Harry’ego Kane’a, szykując się na możliwe rozstanie z Robertem Lewandowskim. Jeden podpis Anglika wystarczył jednak, by cała operacja legła w gruzach. Kane przekazał Bayernowi Monachium, że nie aktywuje wartej 65 mln euro klauzuli odejścia latem 2026 roku, mimo zainteresowania Premier League, Saudyjczyków i samej Dumy Katalonii. Tym samym Barca musi zaczynać poszukiwania napastnika praktycznie od zera.
Harry Kane, od dawna wymarzony przez FC Barcelonę następca Roberta Lewandowskiego, niespodziewanie zamyka klubowi z Katalonii drzwi do wielkiej transferowej transakcji. Jak informuje SPORT, angielski kapitan przekazał Bayernowi Monachium, że nie zamierza korzystać z wartej 65 mln euro klauzuli pozwalającej mu opuścić Niemcy już latem 2026 roku.
Dla Barcy to zimny prysznic – klub przez ostatnie miesiące mocno monitorował sytuację Kane’a, szykując się na scenariusz, w którym Lewandowski opuści Camp Nou po sezonie. Wydawało się, że Anglik może być realnym opcją, ale decydujący ruch musiał nastąpić przed nowym rokiem, zgodnie z wymaganiami Bayernu.
Premier League i Arabia Saudyjska bez szans
Pomimo bardzo mocnego zainteresowania ze strony kilku klubów Premier League oraz dwóch ekip z Arabii Saudyjskiej, które były gotowe od razu wyłożyć pełne 65 mln euro, Kane i jego otoczenie postawili na kontynuację niemieckiej przygody. Co ciekawe, na Camp Nou podchodzono do tematu dość ostrożnie – trudności finansowe Barcelony i limit wynagrodzeń raczej uniemożliwiały natychmiastowy finalny ruch.
Ostatecznie Kane zdecydował się odrzucić możliwość błyskawicznego powrotu na Wyspy, zignorował zabójczo bogate oferty Saudyjczyków oraz – co kluczowe z perspektywy La Ligi – rozwiał marzenia Barcy o transferze następcy Lewandowskiego w najbliższym czasie.
Poszukiwania nowego „dziewiątki” w Barcelonie z powrotem stoją w martwym punkcie. W ostatnich tygodniach zainteresowanie Julianem Alvarezem znacząco osłabło głównie z powodu wysokiego oczekiwania Atletico Madryt co do ceny i nieregularnych występów samego piłkarza. W dodatku rynek nie rozpieszcza – w zasięgu Blaugrany jest bardzo niewielu snajperów światowej klasy, których klub mógłby sobie faktycznie pozwolić.
Dlatego w kuluarach Camp Nou coraz wyraźniej przebija się pogląd, że warto patrzeć z wyprzedzeniem i szukać inwestycji w młodszego napastnika, zamiast za wszelką cenę sprowadzać kolejną wielką gwiazdę już teraz.