Porażka z Ukrainą. Bezzębni biało-czerwoni
Jan Urban zastanawiał się przy linii bocznej, co jeszcze może uratować grę Biało-Czerwonych – ale wieczór we Wrocławiu tylko potwierdził, jak głęboko tkwi problem polskiej defensywy. Porażka 0:2 z Ukrainą to bolesna kontynuacja serii rozczarowań, w której nawet zmiany w składzie nie przyniosły efektu. Kibice nie mieli litości – gwizdy w pierwszej połowie wybrzmiewały głośniej niż jakiekolwiek wsparcie.
Stało się jasne już po spojrzeniu na wyraz twarzy Jana Urbana: Polska nie miała tego dnia nic do powiedzenia. Szkoleniowiec nie zdecydował się na rewolucję po bolesnej porażce ze Szwecją w barażach (2:3) – choć pięciu nowych zawodników pojawiło się w podstawowym składzie, wszyscy byli już sprawdzeni w narodowych barwach. Urban wyraźnie oczekiwał, że właśnie oni zatrą fatalne wspomnienia ze Sztokholmu.
Plan jednak rozsypał się już w pierwszej połowie. Biało-Czerwoni popełniali całą serią błędów w obronie, a własne trybuny szybko zareagowały. Pierwszy raz gwizdy rozległy się po utracie bramki autorstwa Romana Jaremczuka, który w 34. minucie wykorzystał zupełny brak pressingu – żaden z polskich defensorów nie potrafił nawet zbliżyć się do napastnika Ukrainy. Dziesięć minut później Andrij Jarmołenko dobił gospodarzy po kolejnej dekoncentracji w kryciu. Do przerwy we Wrocławiu dominował zawód i frustracja.
Przez pierwsze pół godziny Polacy jeszcze dawali nadzieję, zwłaszcza po akcji Oskara Pietuszewskiego, który miał piłkę meczową, lecz nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Jakub Piotrowski zbierał pochwały za odbiory i rozgrywanie, ale jego pomyłka kosztowała zespół jednego z goli. Wyraźnie brakowało płynności i pewności w tyłach – ten problem ciągnie się za kadrą od miesięcy.
Selekcjoner postawił na zmiany dopiero po przerwie. Zeszli liderzy – Robert Lewandowski, Piotr Zieliński, Sebastian Szymański – a na murawie pojawili się debiutanci: Mateusz Żukowski, Oskar Wójcik, Norbert Wojtuszek oraz Kacper Potulski. Mimo tej świeżej krwi nie zmienił się obraz spotkania. Polska faktycznie częściej była pod ukraińską bramką, ale zagrożenie stwarzali przypadkowym strzałem raz na 20 minut. Jedyne, co mogło podnieść kibiców z miejsc, to świetna parada Anatolija Trubina przy uderzeniu Karola Świderskiego – i to właściwie wszystko, czym można się chwalić z drugiej połowy.
Polska – Ukraina 0:2 (0:2)
0:1 Jaremczuk 34
0:2 Jarmołenko 44