Michniewicz, Probierz, Vuković? Kto za Jovićevicia?!
Już przed pierwszym gwizdkiem pojawiały się głosy, że starcie z GKS Katowice rozstrzygnie o dalszych losach Igora Jovićevicia w Widzewie. Łodzianie mimo niezłych fragmentów, ostatecznie pożegnali się z Pucharem Polski po serii rzutów karnych. Sytuację szkoleniowca komplikuje fakt, że zespół ugrzązł w dolnych rejonach tabeli, a na horyzoncie pojawiają się kandydaci do przejęcia ławki trenerskiej.
Igor Jovicević znalazł się pod ścianą jeszcze zanim piłkarze Widzewa wyszli na boisko w Katowicach. Po zimowych wzmocnieniach liczono na przebudzenie zespołu i spokojny marsz w górę tabeli, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. W tym roku łodzianie zdołali wygrać tylko raz – pokonali na wyjeździe Wisłę Płock 2:0, a jeden punkt dorzucili po bezbramkowym remisie z Cracovią.
Kolejne mecze były pasmem rozczarowań: u siebie 1:3 z Jagiellonią, następnie 0:1 z GKS Katowice w lidze i znów 0:1 w starciu z Pogonią Szczecin. O pozycji drużyny najlepiej świadczy tabela – po 23. kolejkach Widzew znalazł się na 17. miejscu, tracąc dwa punkty do bezpiecznej lokaty. W Łodzi nikt nie krył już, że odpadnięcie z Pucharu Polski oznaczać będzie zmianę szkoleniowca.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Jovicević nie owijał w bawełnę: stwierdził, że „czuje, że gra o posadę” i drużyna „musi pokazać charakter, bo ma jakość. GKS będzie miał łatwiej, bo na pewno nikt nie chciałby być w naszej sytuacji. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości, musimy wygrać”. Takie słowa tylko podkręcały temperaturę przed meczem.
Widzew rzeczywiście dobrze rozpoczął spotkanie. Przez pierwszy kwadrans stworzył sobie cztery sytuacje bramkowe, lecz skuteczność zawiodła. Tymczasem GKS Katowice wykorzystał swoją pierwszą okazję: po dośrodkowaniu to Lukas Klemenz znalazł się niepilnowany i wpakował piłkę do siatki. Golkiper łodzian Bartłomiej Drągowski jeszcze przed przerwą utrzymał zespół w grze, broniąc strzał Ilji Szkurnina.
Po zmianie stron Widzew przycisnął mocniej. Najpierw Emil Kornvig główkował minimalnie nad poprzeczką, ale już za chwilę Andi Zeqiri uderzył nie do obrony i zrobiło się 1:1. Gospodarze mogli znów wyjść na prowadzenie po groźnym uderzeniu Lukasa Leragera, lecz bramkarz gości tym razem był na posterunku. Tempo potem wyraźnie siadło i żadna z ekip nie zapewniła sobie awansu w regulaminowym czasie.
W dogrywce długo pachniało rozstrzygnięciem. W pierwszych minutach Mateusz Wdowiak trafił, ale bramka nie została uznana ze względu na spalony. W kolejnych fragmentach szanse marnował Marcel Wędrychowski, aż wreszcie Widzew stanął przed szansą na gola – w ostatnich sekundach dogrywki po podaniu Mariusza Fornalczyka, Fran Alvarez z kilku metrów trafił nad bramką.
O awansie rozstrzygały rzuty karne. Już w pierwszej serii Alvarez strzelił tak, że Strączek obronił, a w czwartej Fornalczyk nie potrafił trafić do siatki – to wyjaśniło losy tej rywalizacji. GKS cieszył się z awansu do półfinału, a łodzianom pozostał tylko żal.
W klubowych kuluarach ruszyła giełda nazwisk potencjalnych następców. Według doniesień pojawiają się osoby z dużym doświadczeniem, m.in. byli selekcjonerzy Czesław Michniewicz i Michał Probierz, a mecz obserwował również Aleksandar Vuković. Na liście kandydatów wymienia się także Roberta Kolendowicza – znanego z pracy w Pogoni Szczecin.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore