Tottenham wypuszcza prowadzenie – dramatyczny remis i nerwy przed finiszem Premier League
Tottenham mógł dziś wywalczyć spokój, ale jeden moment odmienił wszystko. Po idealnym trafieniu Mathysa Tela wydawało się, że kibice „Spurs” wreszcie odetchną. Tymczasem Francuz został antybohaterem, gdy jego nieporadne zagranie zaowocowało rzutem karnym dla rywali. Końcówka to festiwal nerwów i niewykorzystanych szans – londyńczycy znów zawiedli, a utrzymanie w Premier League stoi pod znakiem zapytania.
Pojedynek Tottenhamu z Leeds United zapowiadał się na mecz z gatunku tych, gdzie każdy błąd kosztuje fortunę. Obie drużyny miały swoje chwile, ale to gospodarze jako pierwsi ogłosili alarm. Już w 21. minucie, po atomowym strzale głową Rodona, tylko kapitalna interwencja Kinskiego uratowała londyńczyków przed stratą gola.
Tuż przed przerwą Tottenham odpowiedział niebezpiecznym uderzeniem Palhinhy, a zamieszanie w polu karnym Leeds podgrzało emocje. VAR rozwiał jednak nadzieje na jedenastkę – Calvert-Lewin znalazł się na spalonym w kluczowym momencie.
Po zmianie stron rozpętał się prawdziwy rollercoaster. W 50. minucie Mathys Tel wziął sprawy w swoje ręce – przejął zamieszanie po wybiciu piłki i z dystansu idealnie wpakował ją do siatki. Wydawało się, że Tottenham w końcu złapie oddech. W tym momencie Francuz stał się bohaterem dla kibiców „Spurs”.
Ich radość nie trwała jednak długo. Boisko nie wybacza braku koncentracji – właśnie Tel, próbując interweniować we własnym polu karnym, kopnął w głowę Ampadu i zapewnił Leeds rzut karny. Ten moment zwrotu był tak kuriozalny, że Anglia jeszcze długo będzie go wspominać. Calvert-Lewin z zimną krwią wykorzystał jedenastkę i wrócił mecz na remis.
Tottenham rzucił się do ofensywy, szczególnie gdy sędzia doliczył aż 13 minut. Jednak kolejne próby rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę gości. Co więcej, to Longstaff obił poprzeczkę po fenomenalnej robinsonadzie Kinskiego – londyńczycy mogli mówić o dużym szczęściu. Kontrowersji nie zabrakło także w końcówce, gdy przez moment rozważano podyktowanie kolejnego karnego po starciu Maddisona, ale arbiter był niewzruszony. Koguty wciąż nie są pewne utrzymania, na dwie kolejki przed końcem mają dwa punkty przewagi nad West Hamem.