Szokujące wyznanie byłego bramkarza Arsenalu. Upił się przed meczem Premier League
„Pachniesz alkoholem, to obrzydliwe” – tak Santi Cazorla podsumował wejście Emiliano Viviano do szatni Arsenalu tuż przed spotkaniem z Evertonem. Były włoski bramkarz wyznał, że dostał powołanie do składu zupełnie niespodziewanie, po mocno zakrapianej nocy, w trakcie sezonu 2013/14. Ostatecznie nie musiał ratować drużyny na boisku, ale sam moment o mało nie skończył się dla niego koszmarem.
Dla wielu piłkarzy szatniowa anegdota staje się opowieścią o ambicji i przypadkowej chwale. W przypadku Emiliano Viviano historia mogła skończyć się potężnym skandalem. Podczas sezonu 2013/14 Arsenal szykował się do meczu ligowego z Evertonem, gdy niespodziewanie plany zostały wywrócone do góry nogami. Łukasz Fabiański nagle się rozchorował, a trzecim bramkarzem w kolejce był właśnie Viviano.
Nic nie zapowiadało nocnych emocji – Włoch nie przewidywał nawet udziału w wyjeździe do Liverpoolu i pozwolił sobie na całonocną zabawę ze znajomymi. Dopiero SMS przeczytany o drugiej w nocy zupełnie zmienił perspektywę. Informowano go: „Fabiański jest chory, o 6:30 po ciebie podjedzie samochód”.
„Wyszedłem z klubu, żeby zapalić papierosa i wtedy zobaczyłem tę wiadomość. Byłem już po pół butelki wódki. Wróciłem do przyjaciela, który prowadził klub, pokazuję mu SMS-a, a on się pyta: 'I co teraz?'. Odpowiadam: 'To przynieś więcej wódki'. Potem tylko szybki prysznic i w drogę. Gdy dotarłem do szatni w Liverpoolu, Santi Cazorla powiedział mi: 'Pachniesz alkoholem, to obrzydliwe'. To był jedyny raz w moim życiu, kiedy prawie miałem atak paniki. Nic nie widziałem, powtarzałem sobie: 'Jeśli będę musiał grać, moja kariera się kończy'”.
Jego historia mogła rozwinąć się dramatycznie, ale koniec końców na boisku zameldował się Wojciech Szczęsny, który rozegrał pełne 90 minut. Arsenal przegrał wtedy 0:3, a Viviano uniknął sportowego blamażu.