Gwiazda Manchesteru United krytykowana za skuteczność
„Brakuje im skuteczności” – takie słowa o najdroższych ofensywnych nabytkach Manchesteru United rzadko padają z ust klubowych legend. Gary Neville nie owija w bawełnę i krytycznie ocenia Bryana Mbeumo, mimo iż ten przewodzi zespołowi pod względem liczby goli.
Gary Neville nie gryzie się w język w sprawie ofensywy Manchesteru United. Jego zdaniem Bryan Mbeumo – letni zakup za 65 milionów funtów – choć rozpoczął przygodę na Old Trafford całkiem nieźle, nie należy do grona napastników mogących zapewnić spokój pod bramką rywali.
Kameruńczyk, który w poprzednim sezonie Premier League powalił kibiców Brentford skutecznością (20 goli), po przeprowadzce na północ Anglii nieco wyhamował. Ze statystyk wynika, że Mbeumo ma na koncie siedem trafień w 17 spotkaniach tego sezonu – to najlepszy wynik w drużynie, ale do siebie samego z ubiegłych rozgrywek daleko.
Eksperci do tej pory chwalili 26-latka za wpływ na grę i zaangażowanie, lecz Neville podczas programu „The Overlap” był bezwzględny: jego zdaniem Bryana oraz dwaj inni nowi napastnicy United – Matheus Cunha i Mason Mount – po prostu nie są dobrymi wykończeniowcami i zbyt często ich celność zależy od przypadku.
Matheus Cunha, sprowadzony za 62,5 miliona funtów z Wolves, póki co tylko dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Z kolei Mount, wytransferowany z Chelsea, ani razu nie był uznawany za typowego goleadora – w barwach United zdobył siedem bramek w 61 meczach.
– To może brzmieć dziwnie, ale podczas ostatniego meczu myślałem o Mbeumo, Cunhi i Mouncie. Teoretycznie fajny atak, nikt nie chciałby grać przeciwko nim, ale żaden z nich nie kończy akcji na poziomie światowym. U Mbeumo widzę, że jego strzały bywają po prostu chaotyczne, często podejmuje decyzje pod wpływem emocji – zauważył Neville.
Do jego opinii przyłączył się były gwiazdor Arsenalu – Ian Wright, który komentował: „To rzeczywiście wygląda dziko...”.
Jak przyznał Neville, takie „nerwowe” wykończenia wynikają z braku pewności siebie i presji, jaka spoczywa na barkach nowych nabytków. Po meczu z Bournemouth (4:4) stwierdził jednak, że po raz pierwszy poczuł się dobrze oglądając grę swojego ukochanego klubu od czasu objęcia go przez Rubena Amorima.
To była pierwsza od dawna sytuacja, w której miałem frajdę z tego, co widziałem w wykonaniu United. Poprzednie mecze z Evertonem i West Hamem były po prostu depresyjne – zarówno jeśli chodzi o wynik, jak i styl gry. Po spotkaniu z Bournemouth kibice mogli przynajmniej wyjść ze stadionu z jakimś dreszczykiem i ochotą, by wrócić na kolejny mecz.
Czerwone Diabły po remisie z Bournemouth utrzymały szóste miejsce w tabeli Premier League, tracąc dwa punkty do strefy Ligi Mistrzów i dziesięć do liderującego Arsenalu. Przed ekipą Rubena Amorima trudny wyjazd do Birmingham – Aston Villa rozkręcona, seria dziewięciu zwycięstw z rzędu i niespodziewanie dołącza do walki o tytuł mistrza Anglii.