Ruben Amorim ostro do zarządu Man United po remisie z Leeds – StolicaSportu.pl

Amorim ostro po remisie z Leeds do zarządu Manchesteru United

Ruben Amorim
fot. Agencja LUSA (Wikimedia CC 3.0)
Domyślna grafika
Eryk
4 stycznia 2026 17:22
4 minuty czytania

„Przyszedłem tu, by być menedżerem, a nie tylko trenerem Manchesteru United” – tymi słowami Ruben Amorim zaskoczył wszystkich po zremisowanym 1:1 meczu z Leeds. Portugalczyk nie tylko ocenił występ swojej drużyny, ale również publicznie odniósł się do frustracji związanych z polityką transferową klubu. Jego wyznanie o możliwym odejściu po zakończeniu obecnego kontraktu rozpaliło emocje na Old Trafford i daleko poza nim.

Ruben Amorim nie zamierza milczeć. Po remisie Manchesteru United z Leeds United na Elland Road, portugalski szkoleniowiec nie tylko ocenił grę swojego zespołu, ale i odpalił medialną bombę, otwarcie kierując pod adresem klubowych decydentów jednoznaczny przekaz: oczekuje wpływu na politykę transferową i prowadzenie całego projektu, nie ograniczając się do roli „trenera”.

Spotkanie w Yorkshire nie obfitowało w gole. Jako pierwszy do siatki trafił Brenden Aaronson, wykorzystując błąd młodego obrońcy Manchesteru, Aydena Heavena. „Diabły” zdołały wyrównać błyskawicznie dzięki Matheusowi Cunhie, lecz na więcej nie było już stać żadnej ze stron. Jeden punkt pozwolił ekipie z Old Trafford wskoczyć na piątą pozycję w tabeli Premier League, jednak nastroje w szatni były dalekie od euforii.

Amorim w pomeczowej konferencji był autentycznie zadowolony z postawy podopiecznych, choć nie obyło się bez kąśliwej uwagi pod adresem władz klubu – rozszerzając wcześniejsze świąteczne narzekania na brak wsparcia transferowego wobec jego preferowanego ustawienia 3-4-3. Zdaniem Portugalczyka, klub musi się zdecydować, czy chce menedżera z prawdziwego zdarzenia, czy ograniczyć ambitnego szkoleniowca do roli wykonawcy czyichś pomysłów.

„Przyszedłem tu, by być menedżerem Manchesteru United, a nie trenerem Manchesteru United. To jasne. Wiem, że nie nazywam się Tuchel, Conte czy Mourinho, ale to ja jestem menedżerem tego klubu – i tak będzie przez 18 miesięcy, albo do momentu, gdy zarząd zdecyduje inaczej”
— konferencja prasowa Rubena Amorima

Portugalczyk dał tym samym do zrozumienia, że zamierza pracować zgodnie z własną wizją do końca obowiązującego kontraktu, czyli do końca sezonu 2026/27. Powiedział dosadnie: „To jest moja praca, żeby być menedżerem drużyny, nie tylko jej trenerem. Wszyscy muszą robić swoje: dział skautingu, dyrektor sportowy – a ja swój przez najbliższe 18 miesięcy, potem każdy pójdzie własną drogą”.

Sytuacja ta nie jest oderwana od codziennej rzeczywistości transferowej United. Amorim już w grudniu ubolewał, że brak wsparcia ze strony zarządu utrudnia mu wdrożenie preferowanego stylu gry. „Jeśli chcemy grać perfekcyjne 3-4-3, trzeba dużo wydać i mieć czas. Zaczynam rozumieć, że to nierealne, więc być może ja będę musiał się dostosować” – rzucił jeszcze przed meczem z Leeds, a dzień później nie chciał już wracać do tematu.

Na boisku wybory Portugalczyka także budziły zainteresowanie. Zamiast postawić na klasycznego napastnika Joshuę Zirkzee, zdecydował się ustawić nominalnego lewego wahadłowego Patricka Dorgu jako prawego numer 10. Duńczyk radził sobie nieźle, ale trudno uznać to za długoterminowe rozwiązanie dla ofensywnej posuchy „Czerwonych Diabłów”.

Z kolei młodziutki Ayden Heaven, świeżo wybrany graczem miesiąca, pokazał przebłyski potencjału, lecz jego błąd przy golu dla Leeds przypomniał, że na najwyższym poziomie na naukę nie ma zbyt wiele miejsca. W ofensywie warto wyróżnić Matheusa Cunhę, którego wyrównujące trafienie było jego dopiero czwartym golem w tym sezonie. I trudno nie zauważyć nieobecności kilku kluczowych postaci jak Bruno Fernandes, Bryan Mbeumo czy Amad Diallo, a Benjamin Sesko wciąż nie potrafi się przełamać.

Z drugiej strony, dobry występ zanotował Dominic Calvert-Lewin po stronie Leeds, choć pech nie pozwolił Anglikowi wpisać się na listę strzelców – jego główka obiła słupek. To właśnie skuteczność obu zespołów, a właściwie jej brak, sprawiła, że setki kibiców wychodziły z Elland Road z mieszanymi uczuciami.

Amorim docenił natomiast poprawę kontroli nad meczem w porównaniu do poprzednich spotkań: „Mieliśmy więcej kontroli niż z Wolverhampton. Wyciągnęliśmy wnioski i ograniczyliśmy silne strony Leeds. Szkoda, że znów pogubiliśmy się przy detalach. W zeszłym roku bywało gorzej, teraz przynajmniej w meczach utrzymujemy większą kontrolę” – stwierdził trener dla TNT Sports.

Źródło: Metro.co.uk

Wybrane dla Ciebie