Ewa Pajor wraca do gry, Barcelona rozgromiła rywala już do przerwy
Już do przerwy Barcelona prowadziła 8:0 z Deportivo La Coruna, wywołując niedowierzanie nawet u najbardziej wymagających kibiców. Po kontuzji do zespołu wróciła Ewa Pajor, ale tym razem musiała pogodzić się z rolą rezerwowej. Polka pojawiła się na murawie w drugiej połowie, jednak nie miała szansy wpłynąć na losy spotkania, bo Duma Katalonii już wcześniej rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść.
Barcelona Femeni ponownie pokazała, że w Hiszpanii gra w zupełnie innej lidze niż reszta stawki. Po raz szósty z rzędu zgarnęła mistrzostwo kraju, wyprzedzając w poprzednim sezonie Real Madryt aż o osiem punktów. Wówczas kluczową postacią była Ewa Pajor, autorka 25 ligowych trafień, która napędzała grę zespołu. W bieżącym sezonie Blaugrana znów zmierza po tytuł.
W meczu 10. kolejki z Deportivo La Coruna szkoleniowiec Pere Romeu musiał początkowo radzić sobie bez najlepszej snajperki. Polka wciąż odczuwała skutki urazu, przez co opuściła trzy ostatnie spotkania. W niedzielę już siedziała na ławce rezerwowych, lecz jej nieobecność nie wpłynęła na siłę ognia Barcelony. Już do przerwy zespół prowadził aż 8:0, pokazując efektowną dominację na każdym metrze boiska.
Pajor dostała szansę gry po zmianie stron, zastępując Claudię Pinę. Po wejściu nie zdołała już jednak zmienić przebiegu meczu. Druga połowa nie przyniosła kolejnych goli dla Barcelony, która grała spokojnie, kontrolując wynik i dając odpocząć podstawowej jedenastce.
Lopez trafiła na 1:0 w 16. minucie, po niej piłkę do siatki posyłały kolejno Putellas, Leon, Aleixandri (dwukrotnie), Pina, Martinez (samobójczy gol) oraz Graham tuż przed gwizdkiem na przerwę. Wynik: 8:0 do przerwy. W drugiej połowie tempo gry wyraźnie spadło – Barcelona grała na luzie, nie forsując już tempa.
Reprezentantka Polski cieszy się z powrotu na murawę po kontuzji, choć jej dorobek strzelecki tym razem pozostał bez zmian. Barca może świętować kolejne efektowne zwycięstwo, niezmiennie udowadniając, że jej dominacja nad resztą ligi jest niepodważalna. Dziewięćdziesiąt minut wystarczyło, żeby fani Blaugrany znowu mogli zachwycać się popisem swoich ulubienic.