Yeremy Pino i Nico Williams zostają na mundialu mimo urazów
Nagła fala niepokoju ogarnęła kibiców Hiszpanii po sobotnich wieściach o kontuzjach Yeremy’ego Pino i Nico Williamsa. Sztab szkoleniowy musiał zdecydować, czy piłkarze zostają w drużynie na mundialu. Ostateczna decyzja federacji ucina wszelkie spekulacje, a obaj gracze mają szansę wrócić do treningów szybciej niż się spodziewano.
Wszyscy fani La Furia Roja jeszcze dobrze pamiętają dynamiczny pojedynek z Urugwajem. Hiszpanie, podsycani rolą faworyta, sięgnęli po skromne, ale cenne zwycięstwo 1:0 – jedynego gola zdobył Alex Baena. Jednak atmosfera w szatni po końcowym gwizdku nie była do końca radosna. Już w trakcie drugiej połowy na boisku pojawili się Yeremy Pino i Nico Williams. Piłkarze nie zdążyli zapisać się niczym wielkim na kartach tego meczu, lecz pechowo zeszli z murawy z urazami. Zebrały się czarne chmury – media spekulowały nawet o ewentualnych roszadach w kadrze.
Jak przekazała hiszpańska federacja, kontuzje okazały się mniej poważne niż początkowo sądzono. Sztab reprezentacji zdecydował, że Pino oraz Williams zostają w składzie na kolejne spotkania mundialu – ryzyko nie sięga czerwonej lampki, a oba urazy mają charakter incydentalny. Williams zmaga się z bólem w okolicach prawego przywodziciela, który ucierpiał po starciu z rywalem. Z kolei Pino skręcił jeden z lewych stawów barkowych. Obu graczy czeka teraz kilka dni indywidualnej rehabilitacji, lecz trenerzy nie tracą optymizmu, licząc na ich szybki powrót na boisko.
„Kontuzje, których doznali piłkarze, nie są na tyle groźne, aby wykluczyć ich z mundialu”
Tymczasem hiszpańska drużyna ustawia radar na kolejnego przeciwnika w 1/16 finału mistrzostw świata – będzie nim Austria lub Algieria. Faworyci nie chcą teraz gubić tempa, a każde kolejne nazwisko w pełni gotowe do gry staje się na wagę złota. W obozie La Furia Roja wciąż czuć mobilizację i przekonanie, że nawet drobne przeszkody nie wybiorą decydujących ról dla przebiegu mistrzostw.