Zieliński wyróżnił się mimo blamażu Interu
Występ Piotra Zielińskiego w szokującym dwumeczu Interu Mediolan z Bodo/Glimt wzbudził niemałe kontrowersje na Półwyspie Apenińskim. Choć zespół wyraźnie zawiódł i przegrał 2:5, sam Zieliński zebrał sporo pochwał za styl gry w pierwszej połowie. Włoskie media – co ciekawe – nie potrafiły zrozumieć decyzji trenera Cristiana Chivu o jego szybkim zdjęciu z boiska, przywołując z detalami najbardziej efektowne zagrania Polaka.
Sensacja stała się faktem – Inter Mediolan odpadł z Ligi Mistrzów po konfrontacji z Bodo/Glimt, przegrywając w dwumeczu aż 2:5. Włoska prasa od razu wzięła pod lupę postawę Piotra Zielińskiego, który spędził na murawie 62 minuty i, mimo klęski zespołu, zapracował na szereg pozytywnych opinii.
Polski pomocnik od początku był aktywny w środku pola. Zdaniem mediów z Półwyspu Apenińskiego wielokrotnie starał się kreować tempo gry, szukał nieoczywistych rozwiązań i regularnie pokazywał się kolegom w rozegraniu. Defensywa Bodo/Glimt zdawała się mieć wszystko pod kontrolą, ale nawet w tych warunkach Zieliński był w stanie wyczarować kilka imponujących podań na ponad 50 metrów.
Doceniony został zwłaszcza za pierwszą część meczu. Serwis Calciomercato pisał o nim: „Artysta. Kreśli cudowne podania i z rozbrajającą prostotą odnajduje kolegów z drużyny oddalonych o 60 metrów. Podwójny drybling zakończony ‘kanałem’ i strzałem na bramkę był najpiękniejszym zagraniem w tym spotkaniu, rozegranym przez niego na wysokim poziomie” [tłum. – red.].
Eksperci z Eurosportu.it zauważyli, że w pierwszej połowie Zieliński sprawnie prowadził środek pola, utrzymując wysoki pressing i skutecznie omijając norweski nacisk. Po przerwie jednak jego wpływ wyraźnie zmalał i Polak został zmieniony już w 62. minucie. Ta decyzja trenera wywołała w mediach sporą konsternację – nie brakowało głosów, że zdjęcie Zielińskiego osłabiło organizację gry Interu.
Swoje dołożył też TuttoMercatoWeb, zauważając, że Polak grał „z zimną krwią i pełną jasnością umysłu”. Kiedy dyktował tempo, drużyna funkcjonowała prawidłowo, ale gdy opadł z sił, coraz częściej gubił się w gąszczu zagrań. Trener postawił ostatecznie na zawodnika o większej sile fizycznej w ataku, a sam Zieliński wszedł w rolę cichego bohatera wieczoru – docenionego, choć bez realnego wpływu na losy awansu.