Arsenal FC awansuje po remisie ze Sportingiem – bez fajerwerków w Londynie – StolicaSportu.pl

Arsenal wymęczył awans do półfinału

Mikel Arteta
fot. Prime Video AU i NZ (Wikimedia CC 3.0)
Domyślna grafika
Maciek
15 kwietnia 2026 22:58
3 minuty czytania

Przy Emirates Stadium emocji było jak na lekarstwo. Przez całe 180 minut pojedynku Arsenal FC – Sporting CP nie padła nawet bramka z gry dla żadnej ze stron w rewanżu. Piłkarze Mikela Artety, będący faworytami Ligi Mistrzów UEFA, ograniczyli ryzyko i zagrali typowy mecz na wynik, który nie korespondował z oczekiwaniami kibiców żądnych ofensywnego futbolu. Ostatecznie to Kanonierzy po skromnym remisie 0:0 mogli świętować awans, korzystając z minimalnej zaliczki z pierwszego meczu.

W środowy wieczór na Emirates Stadium londyński Arsenal FC rozgrywał rewanż ze Sportingiem CP w ćwierćfinale Ligi Mistrzów UEFA. Od początku było jasne, że gospodarze zamierzają kontrolować to spotkanie – już od kilku tygodni uchodzili za głównych kandydatów do triumfu w rozgrywkach. Jednak styl gry „Kanonierów” określić można było raczej jako pragmatyczny niż efektowny, a widowisko nie porwało zgromadzonych kibiców.

W pierwszych minutach spróbowali swoich sił Eberechi Eze i Viktor Gyokeres, ale cała akcja zakończyła się utratą piłki. Sporting odpowiedział w 18. minucie, kiedy Francisco Trincao groźnie uderzał na bramkę Davida Rayi. Po krótkim zrywie, tempo meczu spadło i wyraźnie zaczęła dominować taktyczna szachownica – sytuacja odpowiadała gospodarzom, którzy mieli w zapasie zwycięstwo z Lizbony.

Do najciekawszego momentu pierwszej połowy doszło w 43. minucie – Geny Catamo huknął w słupek i stadion zamarł. Zaraz potem Eze miał jeszcze szansę po podaniu od Gabriela Martinelliego, lecz posłał piłkę obok bramki.

Po przerwie Sporting nieco śmielej ruszył do przodu, ale Maximiliano Araujo nie trafił do siatki. Z kolei w 56. minucie blisko był Gabriel Martinelli, który nie wykorzystał niezłego dogrania Noniego Madueke.

Kibice zaczynali się niecierpliwić, gdy czas systematycznie uciekał. Obie drużyny popełniały coraz więcej błędów w rozegraniu, a Sporting – jeżeli nie chciał pożegnać się z Ligą Mistrzów UEFA – musiał wreszcie zacząć ryzykować. W 59. minucie Hidemasa Morita nie znalazł sposobu, by przebić się z piłką przez szczelną defensywę Arsenalu.

Im bliżej końca, tym wyraźniej pachniało golem dla Kanonierów. Najpierw w 84. minucie Leandro Trossard obił słupek, poprawiając bilans obramowań. Za chwilę zmiennik Gabriel Jesus zakończył jeden ze swoich charakterystycznych rajdów strzałem w boczną siatkę. Sporting nie potrafił odpowiedzieć żadnym konkretnym atakiem.

Ostatecznie rewanż (0:0) był formalnością. Zaliczka 1:0 z pierwszego spotkania zdecydowała o awansie Arsenalu FC do półfinału. Londyńczycy ograli Sporting CP właśnie „na wynik” – nie ryzykowali zbyt wiele, licząc na dyscyplinę taktyczną i przewagę własnego stadionu.

Arsenal FC - Sporting CP 0:0

Pierwszy mecz: 1:0. Awans: Arsenal FC

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie