Legia przełamuje fatalną serię! Pewne zwycięstwo
Legia Warszawa w końcu się przełamała – fatalna passa jedenastu meczów bez wygranej została przerwana, i to z przytupem. Podopieczni Inakiego Astiza rozbili na własnym stadionie mistrza Gibraltaru, Lincoln Red Imps, aż 4:1 w ostatnim spotkaniu fazy ligowej Ligi Konferencji.
Legia Warszawa wreszcie znalazła sposób na przełamanie! Po serii aż jedenastu spotkań bez wygranej kibice przy Łazienkowskiej doczekali się efektownego zwycięstwa, bo rozbicie Lincoln Red Imps przyszło w imponującym stylu. Cztery bramki, dominacja w ofensywie, a do tego solidne wejścia nowych nazwisk do strzeleckiej klasyfikacji. Emocji nie zabrakło – i to od pierwszych minut.
Początek spotkania to wysokie podejście legionistów i konkretna ofensywa. Już w trzeciej minucie Kapustka dograł z rzutu rożnego, piłka długo krążyła po polu karnym, aż nieco za mocno uderzył ją Urbański. Mimo przewagi w posiadaniu futbolówki, duża niedokładność sprawiała, że kolejne ataki gasły niczym zapałka po deszczu.
Mimo tej nerwowości, to gospodarze jako pierwsi znaleźli sposób, by złamać przeciwnika. I to jak! W 21. minucie Arkadiusz Reca dorzucił piłkę w szesnastkę, Bartosz Kapustka wycofał do Antonio Colaka, a Chorwat popisał się atomowym strzałem zza pola karnego – futbolówka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. To jego pierwszy gol dla Wojskowych, a kibice mogli w końcu odetchnąć.
Goście z Gibraltaru starali się odpowiadać, ale Legia nie dawała im zbyt wielu szans. Jakby tego było mało, Hankins kilka razy stanął na wysokości zadania, dając sygnał, że Lincoln nie przyjechał tu wyłącznie po lanie. Szczególnie dobrze bramkarz gości spisywał się przy strzałach Krasniqiego czy Piątkowskiego. Dopiero pod koniec pierwszej połowy De Barr dał się we znaki warszawskiej obronie, próbując zaskoczyć Kobylaka, ale na szczęście spudłował.
Po przerwie Wojskowi mogli spokojnie podwyższyć wynik. Szybkie akcje, przebojowy Krasniqi mijał kolejnych obrońców Lincoln, jednak to znów Hankins pokazał refleks. Jeszcze przez moment Colak próbował dobić, ale futbolówka ugrzęzła między nogami obrońców. Kolejne minuty przyniosły lekki spadek tempa, lecz to rywale coraz wyraźniej opadali z sił.
W 62. minucie maszyna ruszyła na dobre. Urbański szarpnął środkiem pola, wypatrzył Kapustkę, a ten wbiegł w pole karne i z ostrego kąta pewnie wpakował piłkę do siatki, podwyższając prowadzenie. Chwilę później świetna akcja duetu: Biczachczjan – Żewłakow zakończyła się dośrodkowaniem do Rajovicia. Ten bez skrupułów wykorzystał przewagę fizyczną i głową podwyższył na 3:0.
Im bliżej końca, tym goście byli coraz bardziej zagubieni. W 83. minucie Lopes próbował wybijać piłkę, ale ta zamiast oddalić się od bramki, spadła prosto pod nogi Biczachczjana. Lekko, ale pewnie dobił rywali, ustalając wynik dla Legii na czterech trafieniach.
Na finiszu spotkania, gdy wydawało się, że Wojskowi nie oddadzą już inicjatywy, honorowe trafienie dla Lincoln zdobył De Barr po mocnym strzale zza pola karnego. Kobylak nie miał tu wiele do powiedzenia.