Koszmarne wejście Zwolińskiego. Dwie żółte kartki w 10 minut
Koszmarny debiut z ławki w barwach Sakaryasporu – Łukasz Zwoliński wszedł na cztery minuty przed końcem meczu z Amedem, lecz nie dotrwał do końcowego gwizdka. Dwie żółte kartki w doliczonym czasie i nieuchronna czerwona dla polskiego napastnika to scenariusz, który trudno sobie wymarzyć w walce o utrzymanie. Ta sytuacja może odbić się echem na pozycji napastnika w klubie, który zamyka tabelę.
Łukasz Zwoliński mógł tylko z niedowierzaniem patrzeć, jak błyskawicznie zamiast bohatera meczu staje się jego antybohaterem. Ledwie zameldował się na murawie w starciu Sakaryasporu z Amedem, a już po dziesięciu minutach został przez sędziego odesłany do szatni.
Prawie 33-letni napastnik notuje drugi zagraniczny etap w swojej piłkarskiej przygodzie. Poprzedni – w barwach HNK Gorica – przyniósł mu satysfakcję i niezłe liczby. Tu, w Sakaryasporze, rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej wymagająca.
Tym razem Zwoliński pojawił się na boisku tuż przed końcem regulaminowego czasu, gdy na zegarze zostały cztery minuty. Mimo tak krótkiego epizodu nie zdołał dograć do końca – i nie przez kontuzję. W doliczonym czasie popełnił dwa przewinienia skutkujące dwoma żółtymi kartonikami.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
W konsekwencji Polak już po chwili musiał opuścić boisko, zostawiając kompanów w osłabieniu. Jakby tego było mało, czeka go teraz przymusowa pauza w kolejnym spotkaniu.
Taki występ siłą rzeczy nie poprawi pozycji Zwolińskiego w zespole, który walczy o ligowy byt, a sam napastnik w dotychczasowych piętnastu ligowych występach zdobył tylko cztery gole.
Sakaryaspor na dziś traci pięć punktów do bezpiecznego miejsca. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa, a każda strata trzonu zespołu, nawet na jeden mecz, może mieć swoje bolesne konsekwencje. Zwoliński miał być wsparciem, a póki co dostarcza kibicom powodów do niepokoju…