PZPN przygląda się wpadce bramkarza Podbeskidzia
Kuriozalny błąd Konrada Forenca w meczu Podbeskidzia z Hutnikiem natychmiast rozpalił emocje zarówno w sieci, jak i środowisku piłkarskim. - Mieliśmy do czynienia z niefortunnym błędem - przekonuje prezes Krzysztof Sałajczyk. Tymczasem PZPN rozpoczyna oficjalne postępowanie, przypominając znany już piłkarskim kibicom mechanizm reagowania na podobne incydenty.
Komentarze nie dawały spokoju, a w mediach społecznościowych błyskawicznie pojawiły się sugestie nawiązujące do wcześniejszych podejrzanych spraw w polskiej piłce. W samym klubie nie było jednak miejsca na teorie spiskowe czy plotki o ustawionych meczach.
Według relacji dla portalu bielsko-biala.pl, po meczu Forenc był mocno przybity. Prezes Krzysztof Sałajczyk nie pozostawił złudzeń co do oceny sytuacji, zaznaczając, że to zwyczajny sportowy pech: „Konrad Forenc jest naszym kapitanem i bardzo ważną postacią w drużynie. Nie mam żadnych wątpliwości, że w tej sytuacji mieliśmy do czynienia z niefortunnym błędem sportowym, który w piłce nożnej może zdarzyć się każdemu”. Prezes starał się jak mógł zdjąć presję ze swojego zawodnika.
Jednocześnie jednak PZPN nie zignorował całego zamieszania. Federacja oficjalnie wszczęła analizę sobotniego meczu pod kątem potencjalnego match-fixingu – chodzi oczywiście o ustawianie spotkań pod kątem zakładów. Jak można przeczytać w cytowanym przez bielsko-biala.pl komunikacie, analiza przebiega na podobnych zasadach, jak w przypadku głośnej sprawy Sebastiana Szabłowskiego: federacja musi oficjalnie wystąpić o dane do podmiotu Sportradar, który monitoruje przepływy finansowe wokół wydarzeń sportowych.
Cały proces kontroli PZPN nie działa automatycznie. W przypadku wcześniejszych podejrzanych incydentów, federacja czekała na odpowiedź od Sportradaru nawet sześć dni. Teraz też sytuacja wymagałaby formalnego potwierdzenia jakichkolwiek nieprawidłowości na boisku.