Śląsk Wrocław zatrzymany przez ŁKS! Awans musi jeszcze poczekać
W poniedziałkowy wieczór Śląsk Wrocław miał szansę świętować upragniony awans do Ekstraklasy. Jednak ŁKS okazał się zbyt wymagającym rywalem i wywiózł z Dolnego Śląska cenny remis 2:2 po elektryzującym meczu pełnym zwrotów akcji. Bramki, kartki, samobój i szybka odpowiedź – kibice długo nie zapomną tej konfrontacji.
Wisła Kraków już świętuje powrót do Ekstraklasy, ale w poniedziałek wszyscy patrzyli na Wrocław, gdzie Śląsk Wrocław miał okazję zameldować się w elicie na dwie kolejki przed końcową syreną. Scenariusz układał się idealnie – gospodarze mieli przewagę własnego stadionu i korzystne wyniki rywali, ale na ich drodze stanął rozpędzony tej wiosny ŁKS Łódź.
Pierwsze minuty zapowiadały walkę na wyniszczenie – to łodzianie mogli pierwsi objąć prowadzenie, ale po strzale Mateusza Wysokińskiego piłka obiła tylko słupek. Sędzia Mateusz Piszczelok już w 18. minucie ukarał Kokiego Hinokio żółtą kartką po ostrym faulu, a potem tempo spotkania mocno siadło także przez zadymienie boiska. O emocjach nieco zapomniano na rzecz przepychanek i kartoników – żółty za próbę wymuszenia karnego zobaczył też Piotr Samiec-Talar.
Przełom nastąpił tuż przed przerwą. Fatalne rozegranie gospodarzy zamienił na gola Fabian Piasecki – urodzony we Wrocławiu napastnik ŁKS wykorzystał prezent od defensorów Śląska i na spokojnie wykończył sytuację sam na sam z Michałem Szromnikiem.
Trenerzy szybko reagowali – dwie zmiany tuż po przerwie miały odmienić obraz gry gospodarzy. I rzeczywiście Śląsk rzucił się do ataku, próbując odwrócić losy spotkania. Najpierw Jehor Macenko nie potrafił pokonać Łukasza Bomby, a potem Jasper Loffelsend nie dał rady posłać piłki obok Szromnika. Prawdziwy koktajl emocji zaserwowany został kibicom w drugiej części. W 61. minucie padł gol samobójczy Macenki i ŁKS prowadził już 2:0. Jednak odpowiedź była błyskawiczna – tylko dwie minuty później Krzysztof Kurowski zdobył kontaktowego gola i Śląsk wrócił do gry.
Od tego momentu to gospodarze dyktowali warunki, szukając zwycięstwa dającego upragniony awans. W 68. minucie znów bohaterem stał się Macenko – tym razem w roli strzelca, odkupując swoją wcześniejszą pomyłkę i ustalając wynik na 2:2. Na tym jednak bramkowa kanonada się zakończyła, a wrocławianom zabrakło trochę szczęścia, by już w poniedziałek świętować powrót do Ekstraklasy.
Śląsk ma jeszcze dwie okazje, by przypieczętować sukces w spotkaniach z beniaminkami: Polonią Bytom oraz Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Z kolei ŁKS powalczy o kolejne punkty z Puszczą Niepołomice i Górnikiem Łęczna, a później bardzo prawdopodobnie także w barażach.
Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 2:2 (0:1)
0:1 Fabian Piasecki 42
0:2 Jehor Macenko 61-sam.
1:2 Krzysztof Kurowski 63
2:2 Jehor Macenko 68