ŁKS ogrywa Śląsk Wrocław w pierwszej lidze
Niespodziewany zwrot akcji przy al. Unii! ŁKS po trudnym okresie pokonał rewelację rundy – Śląsk Wrocław – 2:1, a trener Szymon Grabowski może na chwilę zapomnieć o ciśnieniu, jakie wisiało nad łódzkim zespołem. Kluczowe okazały się szybkie reakcje na straconego gola i pewny rzut karny Artura Craciuna. ŁKS nie tylko wraca na zwycięską ścieżkę, ale też wciąż pozostaje niepokonany na swoim stadionie. Śląsk natomiast oddaje wicelidera Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
Pierwsza część tej rywalizacji bynajmniej nie porywała skutecznością. W 14. minucie Fabian Piasecki spróbował szczęścia przewrotką, którą chciał zaskoczyć bramkarza rywali, ale piłka pofrunęła nad bramką. Okazję miał także Mateusz Wysokiński – tu jednak również bez powodzenia. Gdy wydawało się, że to goście są bliżej szczęścia – po uderzeniu Michała Rosiaka futbolówka zatańczyła na poprzeczce, jednak wynik do przerwy pozostał bez zmian.
To, na co czekali kibice zgromadzeni w Łodzi, wydarzyło się dopiero po zmianie stron. W 67. minucie Miłosz Kozak – do niedawna zawodnik Ruchu Chorzów – pewnym strzałem z wolnego wyprowadził Śląsk na prowadzenie. Radość wrocławian nie trwała długo, bo już trzy minuty później Piasecki przytomnie znalazł się w polu karnym i doprowadził do remisu.
Jak podaje portal Goal.pl, kluczowy moment nadszedł tuż po wyrównującej bramce. Sędzia podyktował rzut karny po faulu na Jasperze Loffelsendzie, a Artur Craciun nie zmarnował tej szansy, pewnie pokonując golkipera Śląska z jedenastu metrów. To trafienie przypieczętowało szóste zwycięstwo zespołu z Łodzi w tym sezonie i jednocześnie utrzymało ich status niepokonanych na własnym boisku.
Śląsk Wrocław, tracąc punkty, oddał pozycję wicelidera na rzecz Pogoni Grodzisk Mazowiecki, która z kolei pokonała Odrę Opole. Grabowski mógł więc, choć na moment, odpędzić pecha i nabrać oddechu w ligowej gonitwie.
ŁKS – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)
0:1 Miłosz Kozak 67’
1:1 Fabian Piasecki 70’
2:1 Artur Craciun 74’ (k.)