Gareth Bale szczerze o Realu Madryt: Co naprawdę łączyło go z Cristiano Ronaldo?
Gareth Bale po latach zdradza, jak naprawdę wyglądała jego relacja z Cristiano Ronaldo w Realu Madryt — i dlaczego hiszpańska prasa malowała zupełnie inny obraz. Walijczyk rozprawia się z mitami, przyznaje się do własnych błędów i tłumaczy, czemu nie odnajdywał się w blasku fleszy Santiago Bernabeu.
Gareth Bale niespodziewanie przerwał milczenie na temat plotek, które od lat otaczały jego karierę w Realu Madryt. W rozmowie z magazynem GQ były as "Królewskich” rozmontował jedną z głośniejszych sportowych legend: konflikt z Cristiano Ronaldo.
Walijczyk, który zakończył karierę już cztery lata temu, dziś skupia się na rodzinie i golfie, a na futbol patrzy z dystansu. Bale nie owijał w bawełnę: wbrew narosłym przez lata teoriom zawsze miał poprawne relacje z kolegami z Madrytu. Jego zdaniem pogłoski o "napięciu" z legendarnym Portugalczykiem wzięły się wyłącznie z wyobraźni hiszpańskich mediów.
„Nie utrzymuję kontaktu z wieloma byłymi kolegami, głównie ze wspólnej reprezentacji, ale zawsze dogadywałem się ze wszystkimi. Nigdy nie było konfliktów ani poważnych kłótni, mimo plotek w mediach. Z Cristiano Ronaldo nie było sprzeczek. Nic z tych rzeczy. Hiszpańska prasa po prostu mnie nie znała. Może nawet im na to nie pozwoliłem. Zawsze oddzielałem futbol od życia prywatnego.”
Bale zdradził jednak, że jego niechęć do brylowania w mediach mogła sprawiać wrażenie dystansu. Choć niektórzy przychodzili do Realu, by stworzyć "galaktyczny" wizerunek, on wolał koncentrować się na boisku: „Skupiłem się na walce i wygrywaniu, szczególnie w decydujących momentach. Niestety, sporo osób uwierzyło w kłamstwa i wyssane z palca historie. Być może popełniłem błąd, nie broniąc się publicznie, a podpisując kontrakt z Realem nie miałem pojęcia, z jaką presją się to wiąże.”
Przez lata Bale był bohaterem decydujących akcji – w tym finałów europejskich. Jednocześnie wokół jego osoby narosły historie o rzekomych konfliktach i nieprzystosowaniu. Dziś, z dystansem, podsumowuje tamte lata jednym słowem: satysfakcja. Bo jak podkreśla, najważniejsze było dla niego to, że był częścią drużyny odnoszącej sukcesy na najwyższym poziomie, nawet jeśli jego priorytety się zmieniły i teraz ceni spokój z dala od błysku reflektorów.