Widzew Łódź przełamuje kryzys – wyjazdowa wygrana z Wisłą Płock – StolicaSportu.pl

Widzew w końcu zwycięski. I to na ciężkim terenie

Sebastian Bergier
fot. Widzew Łódź
Domyślna grafika
Eryk
14 lutego 2026 22:19
3 minuty czytania

Już od początku meczu w Płocku było widać, że Widzew Łódź przyjechał z zupełnie innym nastawieniem niż ostatnio. Drużyna, krytykowana za wcześniejsze występy, nie tylko przystopowała najlepiej broniącą ekipę ligi, ale wygrała na jej terenie po golach Sebastiana Bergiera i Emila Kornviga. Zespół z Łodzi wyposażony w silny impuls wydostał się ze strefy spadkowej, a fani zaczynają zastanawiać się, czy to właśnie był ten potrzebny przełom.

Od pierwszego gwizdka było czuć, że Widzew Łódź wyszedł na murawę z nową energią. Drużyna, która w ostatnich tygodniach zbierała cięgi za nijaką grę, w sobotni wieczór odmieniła swoje oblicze właśnie na boisku wicelidera. Wisła Płock, mogąca pochwalić się najlepszą defensywą w Ekstraklasie, została rozpracowana na chłodno.

Trener Mariusz Misiura przed spotkaniem nie miał wątpliwości – »na dziesięć meczów z Wisłą musimy wygrać dziewięć«. Rezultat, którego światełko zabłysło już w 38. minucie, wpisuje się w tę matematykę. Właśnie wtedy Marcus Haglind-Sangre zagrał piłkę ręką we własnej szesnastce. Sędzia Patryk Gryckiewicz z początku nie dostrzegł przewinienia, ale VAR nie pozostawił złudzeń – rzut karny. Sebastian Bergier podszedł do piłki i zdobył swojego jedenastego gola w sezonie.

Zespół z Mazowsza musiał wtedy wyjść z defensywy, przez co naraził się na groźne kontry. Efekt? Chwila nieuwagi i w końcówce meczu po składnej akcji piłkę do siatki skierował Emil Kornvig. To trafienie dobiło gospodarzy i pozwoliło Widzewowi uciec ze strefy spadkowej – coś, na co czekali wszyscy kibice z Łodzi.

Nie da się ukryć, że Wisła tradycyjnie unikała ryzyka – starała się prowadzić piłkę na spokojnie, co pozwoliło gościom narzucić własne warunki gry. Sytuacji nie brakowało. Już w początkowych fragmentach Kornvig mógł otworzyć wynik meczu, ale po podaniu Mariusza Fornalczyka trafił jedynie w poprzeczkę. W drugiej połowie to sam Fornalczyk był bliski gola, kiedy również obił aluminium. Juljan Shehu kilka minut później powtórzył ten wyczyn, dosłownie puszczając ciśnienie z trybun gospodarzy.

Widzew kreował kolejne okazje, ale też nie ustrzegł się słabszych ogniw. Osman Bukari, sprowadzony za 5,5 miliona euro, rozczarował na pełnej linii. Jedyna dogodna sytuacja, w której mógł pokonać Rafała Leszczyńskiego, zakończyła się brakiem strzału – Bukari pogubił się we własnym dryblingu.

Mimo tego mankamentu, Wisła nie potrafiła znaleźć luki w łódzkiej defensywie. Jej największą nadzieją była nieskuteczność Widzewa, bo przy większej koncentracji gości wynik mógł być jeszcze wyższy. Niemniej w Łodzi na narzekania nikt nie ma ochoty – zwycięstwo przyjęto z ulgą i niedowierzaniem, nieważne jakim sposobem. Liczy się efekt.

Wisła Płock - Widzew Łódź 0:2 (0:1)
0:1 Sebastian Bergier 38-karny
0:2 Emil Kornvig 89

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie