Widzew szykuje zmiany: Dwa odejścia i przemyślana ofensywa transferowa
Widzew Łódź staje przed koniecznością drobnej przebudowy po nieudanej ofensywie transferowej minionego sezonu. Właściciel klubu, Robert Dobrzycki, nie owija w bawełnę: szykują się rozstania z dwoma zawodnikami i ograniczona liczba nowych ruchów transferowych. Czy łodzianie wyciągną wnioski po ostatnich milionowych inwestycjach?
Robert Dobrzycki, właściciel Widzewa Łódź, nie kryje, że poprzednia ofensywa transferowa nie dała klubowi oczekiwanych rezultatów. Choć na wzmocnienia wydano poważne pieniądze, zespół do ostatniej kolejki walczył o ligowy byt, ostatecznie kończąc sezon na 14. miejscu.
Podczas gali Ekstraklasy Dobrzycki zdecydował się na całkiem szczere podsumowanie ostatnich miesięcy w rozmowie na kanale Meczyki. Zwrócił uwagę, że nie każdy transfer od razu przynosi rezultaty i czasami potrzebne jest więcej cierpliwości. Jak przyznał, "ciężko oceniać transfery w krótkim okresie. Część transferów wypaliła od razu, a na niektóre być może trzeba poczekać. Jeśli robi się jedną lub dwie zmiany w sezonie, a jest 20 zawodników, to tych dwóch transferów nie widać. Jeżeli robi się 20 transferów, to praktycznie wszystkie one są analizowane przez opinię publiczną i jest ciśnienie. Wiadomo, mogło pójść lepiej, ale zobaczymy, co będzie dalej".
Właściciel łódzkiego klubu otwarcie przyznał, że w najbliższym czasie z zespołu odejdzie dwóch zawodników. „Potrzebna jest kosmetyka. Pewnie będziemy mieli dwa odejścia, więc trzeba będzie uzupełnić skład, ale już powiedziałem komuś, że na pewno to nie będzie więcej transferów niż liczba placów u jednej ręki” – Dobrzycki jasno zarysował skalę działań na rynku. Sugerował zatem maksymalnie pięć nowych nabytków.
Widzew po sezonie pełnym napięcia i rozczarowań zamierza postawić na ostrożność. W klubie nikt nie planuje już rewolucji kadrowej, a raczej punktowe ruchy mające poprawić jakość drużyny. Zresztą trudno się dziwić – ostatni zaciąg zawodników nie przełożył się na wyniki, a presja środowiska piłkarskiego narosła jeszcze mocniej.
Ruchy zapowiadane przez Dobrzyckiego to nic innego, jak próba złapania oddechu i unikanie gwałtownych decyzji. Jak zaznaczył, rotacja nie przekroczy symbolicznej liczby „pięciu palców u ręki”, a priorytetem staje się właściwe uzupełnienie składu po zapowiadanych odejściach.