Rafał Augustyniak nie owija w bawełnę. "Potrzeba zmian"
„Nie dociera do mnie, że możemy zakończyć rundę w strefie spadkowej” – mówi wyraźnie rozgoryczony Rafał Augustyniak. Kolejna wyjazdowa klęska Legii Warszawa z Piastem Gliwice (0:2) coraz mocniej uwypukla kryzys w ekipie Wojskowych.
Rafał Augustyniak nie krył emocji tuż po kolejnym słabym występie Legii Warszawa. Wyjazdowa porażka z Piastem Gliwice (0:2) sprawiła, że mocno zakotłowało się nie tylko w głowach zawodników, ale i w gabinetach klubu. Sytuacja Wojskowych w tabeli robi się coraz trudniejsza i trudno szukać optymistycznych akcentów.
Pomocnik stołecznej ekipy otwarcie przyznał w wywiadzie dla CANAL+, że "nie dociera do niego, iż drużyna może zakończyć pierwszą część sezonu w strefie spadkowej". Przyznał też wprost: "To, jak gramy, odzwierciedla nasze miejsce w tabeli". Kibice liczyli, że po kolejnych bolesnych lekcjach coś w Wojskowych w końcu drgnie, ale najwyraźniej potrzeba czegoś silniejszego niż tylko krótka mobilizacja.
Augustyniak nie szczędził słów krytyki wobec siebie i kolegów z szatni: "Jeżeli po raz kolejny mamy sytuacje i nie wykorzystujemy ich, a potem tracimy bramki, to tak być nie może". Frustracja narasta z każdym nieudanym spotkaniem. Sytuacja powtarza się jak w złym śnie: przed meczem zespół zapewnia, że "będzie dobrze", by chwilę później zmarnować kolejne stuprocentowe okazje. "Nie strzelamy sam na sam, więc nie ma wytłumaczenia" – podkreśla zawodnik.
Wojskowym pozostały tylko trzy spotkania do końca roku, ale sam Augustyniak nie kryje, że z trudem wyczekuje przerwy. "Niech ten rok się kończy. Potrzeba zmian, bo ja tego nie widzę. Wygląda to coraz gorzej" – stwierdził bez ogródek.
Jest mi wstyd, przede wszystkim za miejsce w tabeli i za to, jak to wygląda. Po każdym meczu mówimy sobie, że w kolejnym się podniesiemy, a tak naprawdę jeszcze bardziej spadamy.
Napięcie w szatni rośnie, bo – jak podkreślił Augustyniak – "czuję wstyd przed wszystkimi: zarządem, trenerami". Dodał też, że Inaki Astiz robi, co może, by im pomóc, ale "piłkarze w ogóle mu nie pomagają".
Piłkarze mają być gotowi uderzyć się w pierś i poczekać do końca grudnia, by zobaczyć, co będzie.